|
Klasyfikacja końcowa 94. Tour de France 1 Alberto Contador Velasco (Spa) Discovery Channel 91.00.26
2 Cadel Evans (Aus) Predictor 0.23
3 Levi Leipheimer (USA) Discovery Channel 0.31
4 Carlos Sastre Candil (Spa) Team CSC 7.08
5 Haimar Zubeldia Agirre (Spa) Euskaltel 8.17
6 Alejandro Valverde Belmonte (Spa) Caisse d'Epargne 11.37
7 Kim Kirchen (Lux) T-Mobile 12.18
8 Yaroslav Popovych (Ukr) Discovery Channel 12.25
9 Mikel Astarloza Chaurreau (Spa) Euskaltel 14.14
10 Oscar Pereiro Sio (Spa) Caisse d'Epargne 14.25 Etap 20. - 29. lipca: Marcoussis - Paris Champs-Élysées, 146km 1 Daniele Bennati (Ita) Lampre 3.51.03
2 Thor Hushovd (Nor) Crédit Agricole
3 Erik Zabel (Ger) Milram
4 Robert Hunter (RSA) Barloworld
5 Tom Boonen (Bel) Quickstep
6 Sébastien Chavanel (Fra) Française des Jeux
7 Fabian Cancellara (Swi) Team CSC
8 David Millar (GBr) Saunier Duval
9 Robert Förster (Ger) Gerolsteiner
10 Manuel Quinziato (Ita) Liquigas |
Faworyci Tour de France w inny sposób napisał: Michał Myśliwiec (2008-07-04 11:43:21).
Mam zaszczyt przedstawić trzecią część informatora wyścigu Tour de France napisanego przez Krzysztofa Suchomskiego. Przypominam tylko, że to subiektywny informator. A oto trzecia część mojego osobistego i subiektywnego informatora wyścigu, który mógłbym zatytułować: Tour de France widziany z fotela Bossa. Dziś to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli przegląd kandydatów do podium. Kto zatem sfotografuje się w żółtej bieliźnie na tle Łuku Triumfalnego?
Paradę faworytów otwiera Cadel Evans. Nie może być inaczej skoro do końcowego zwycięstwa wytypowali go Lance Armstrong i Alberto Contador. Kto jak kto, ale oni akurat wiedzą coś o wygrywaniu Tour de France. Australijczyk jest też faworytem bukmacherów. Evans był znany dotąd z pasywnego stylu pokonywania wielkich tourów. Na wzór Klodena czy Basso, trzymał się za głównym faworytem w górach i starał się wyścig rozstrzygnąć w jeździe na czas. Ta taktyka zapewniała miejsce na podium, ale nie na tym najwyższym, najbardziej upragnionym stopniu. Jak fama niesie, w tym roku Cadel stara się wypracować bardziej atrakcyjny wizerunek. Nic dziwnego. Przecież to żaden zaszczyt zostać najnudniejszym zwycięzcą Tour de France w historii. Zatem lider Silence – Lotto będzie w tym roku atakował. Oby z lepszym skutkiem niż na Criterium Dauphine Libere, bo tam atakiem zmęczył bardziej siebie niż rywali. Ale nawet gdyby atak nie okazał się jego mocną stroną, to dzięki znakomitej wytrzymałości nie pozwoli nikomu z bezpośrednich rywali zgubić się w górach. Żelazna kondycja pozwoli mu zapewne dotrwać w dobrym zdrowiu do końca i wygrać na 20 etapie 53 kilometrową czasówkę. Jego minusem jest słaba umiejętność rozgrywania końcówek etapów, jednak w tym roku będzie to miało mniejsze znaczenie, ponieważ organizatorzy zrezygnowali z przyznawania etapowych bonifikat. Wspomagająca go drużyna jest nierówna i nie przedstawia szczególnie wielkiej siły, zwłaszcza w górach, dlatego sądzę, że Evans nie będzie się palił do szybkiego objęcia nakładającej pewne obowiązki roli lidera wyścigu. Atutem drużyny jest obecność w niej Jarosława Popowicza. W ubiegłym roku wykonał olbrzymią pracę na rzecz zwycięzcy Touru, co nie przeszkodziło mu w zajęciu 8-go miejsca w klasyfikacji generalnej. Jestem przekonany, że Cadel Evans rozwinął się i dojrzał fizycznie do zwycięstwa w wielkim tourze. Pod znakiem zapytania stoi kwestia, czy dojrzał do tego także psychicznie. W tym sezonie dwukrotnie przegrywał z Hiszpanami prestiżowe wyścigi etapowe: z Contadorem w Vuelta Ciclista al Pais Vasco i z Valverde w Criterium du Dauphine Libere. Drugim z wielkich faworytów jest właśnie
Alejandro Valverde. Stawia na niego także nasz jedyny kolarz w TdF Sylwester Szmyd. Największym atutem Hiszpana jest łatwość wygrywania etapów. Dzięki umiejętnościom ukształtowanym w wyścigach klasycznych potrafi zaskoczyć rywali zmianami tempa i oderwać się od grupy. Wielu twierdziło dotąd, że jego powołaniem są tzw. klasyki i zwycięzcę trzytygodniowego touru próbuje się z niego zrobić wbrew naturze. I jak do tej pory zwycięzcą jeszcze nie został. Mimo wielu świetnych momentów, nie potrafił przejechać tak długiego wyścigu w równej formie. Braki kondycyjne i nienajlepsza postawa w samotnych próbach z czasem były jego największymi mankamentami. Alejandro mocno pracował nad wyeliminowaniem braków. Efekty widzieliśmy w Dauphine Libere, gdzie zdecydowanie wygrał jazdę na czas i cały wyścig. Wcześniej zaliczył m.in. zwycięstwa w Dookoła Murcii i Liege-Bastogne-Liege. Valverde dysponuje najlepszą ekipą pomocników, której nie powstydziłby się sam Armstrong. On, w odróżnieniu od największego rywala, nie musi obawiać się przedwczesnego przywdziania żółtego trykotu. Znając jego chęć wygrywania, można założyć, że będzie do tego dążył. Pytaniem jest, czy starczy mu dojrzałości i rozwagi, by racjonalnie gospodarować siłami w całym wyścigu.
Na miejscu trzecim z reguły wymieniany jest Denis Menchov. Dopiero trzecim, zważywszy że jako jedyny ze startujących ma za sobą dwie wiktorie w wyścigach klasy GT. Biorąc jednak pod uwagę umiejętności, zwycięzca Vuelty nie za bardzo ma czym „przebić” wcześniej wymienionych konkurentów. Jego kandydatura ma jednak swoich zwolenników. Naukowe podstawy wiary w zwycięstwo Menchova są następujące. Jego dwukrotny triumf w ojczyźnie piłkarskich mistrzów Europy poprzedzony był niezbyt udanymi startami w Tour de France. Sztab szkoleniowy Rabobanku wyciągnął z tego logiczny wniosek, że skoro takie są w przypadku tego zawodnika prawa natury, to należy się do nich dostosować. I w celu zapewnienia swojemu liderowi optymalnej formy na Tour de France przepędzono go ćwiczebnie po poligonie Giro d’Italia, z całkiem przyzwoitym zresztą skutkiem. Jak pamiętamy zajął tam 5 miejsce. Menchov to zaradny mężczyzna, bo jak się ma do pomocy ekipę pozbawioną wybitnych „górali”, to człowiek uczy się jak sobie radzić samemu albo przegrywa. Ta zaradność będzie mu w tym roku potrzebna. Zaletą Rosjanina jest także odwaga w podejmowaniu akcji zaczepnych, nie tylko podczas wspinaczek, ale także na zjazdach. Słabszym elementem kolarskiego wyszkolenia są umiejętności sprinterskie.
Pozycja czwarta na wybiegu to Carlos Sastre. Jest znany z „końskiej” wytrzymałości. Nie dość, że startował w jednym sezonie w trzech wielkich tourach, to jeszcze najlepszą formę pokazywał zwykle w ostatnim tygodniu ścigania. To walczak, który w górach potrafi zamęczyć rywali atakami. A wspinać się potrafi jak mało kto, gorzej mu idzie ze „schodzeniem”. Istotną wadą Hiszpana jest kiepska w porównaniu z rywalami jazda na czas. Do pomocy ma bardzo silną drużynę CSC, ale czy rzeczywiście będzie to pomoc, to się dopiero okaże. W ekipie Riisa prawie każdy kolarz jest gwiazdą. Wychodzi na to, że nieszczęsny jedynak Gustov musiałby „gregariować” kilku panom liderom. Sastre będzie musiał walczyć nie tylko z konkurencją, ale również skrzętnie pilnować swojej roli samca „alfa” w stadzie. Jeśli pierwsza faza wyścigu pójdzie nie po jego myśli, natychmiast znajdą się chętni do przechwycenia władzy w grupie. Znak zapytania stawiamy przy jego aktualnej dyspozycji, ponieważ w przed tourowych galopach wypadł, co tu ukrywać, słabiutko. Czas pokaże, czy zdążył z budową formy.
Damiano Cunego, nad którego karierą zaciążyło za wcześnie odniesione zwycięstwo w Giro d’Italia, staje przed najważniejszą dla siebie próbą. Nie może już się dłużej pocieszać namiastkami sukcesów w postaci wygranego etapu lub białej koszulki najlepszego młodzieżowca. Jak powiedział Sylwester Szmyd, cały plan przygotowań Damiano i drużyny realizowano z myślą o tym występie, więc nie mogą sobie stawiać innego celu niż wygranie Touru. Zakładam, że obiekt westchnień wielu Włoszek fizycznie przygotowany będzie lepiej niż kadra Donadoniego. Z kondycją wcześniej nie miał problemów. Wiosną prezentował się bardzo korzystnie (szczególnie w klasykach ardeńskich) i jak dotąd nie bardzo miał się gdzie zmęczyć. Sęk w tym, że seria poprzednich jego niepowodzeń miała swoje źródło w głowie raczej, nie w nogach. Cunego miewa problemy z oceną sytuacji i podejmowaniem decyzji na trasie. Często zdarzało się, że atakował w niewłaściwym momencie, po to by potem dać się zaskoczyć kontrze rywali. Ta jego niedojrzałość bardzo stresowała kolegów z Lampre, którzy ciężko dla niego pracowali i musieli przyglądać się jak ich wysiłek idzie na marne. Pytaniem więc zasadniczym jest, czy Damiano, którego walory i styl jazdy przypominają Valverde, wytrzyma tę presję i dowiedzie, że dojrzał do roli lidera topowej grupy kolarskiej. Odpowiedź pozytywna na tak postawione pytanie będzie oznaczała, że żarty się skończyły i z kolarzem Lampre trzeba się poważnie liczyć.
Kolejnym kandydatem do podium jest Haimar Zubeldia. Kończył już Tour de France w pierwszej 5-tce, teraz marzy o lepszej lokacie. Jak na Baska przystało, świetnie radzi sobie w górach. Bardzo dobrze zjeżdża i całkiem przyzwoicie wypada w czasówkach. Jego atutem będzie też waleczna ekipa, na pomoc której może liczyć szczególnie w górach. Zubeldia to nie jest typ „winnera”, caballero z przytupem jak Valverde. Jako rasowego długodystansowca nie interesują go sprinty i szaleństwa jednoetapówek. To doświadczony kolarz, potrafiący ekonomicznie rozkładać siły w długim wyścigu. Nieraz pokazywał swoją skuteczność w ostatnim tygodniu imprezy. Zwycięstwo w Wielkiej Pętli mu raczej nie grozi, ale w sprzyjających okolicznościach może powalczyć o trzecia lokatę.
Drugim Włochem w stawce faworytów jest Riccardo Ricco. W odróżnieniu od Cunego trudno go nazwać bożyszczem włoskich fanek. To raczej kontestator o niewyszukanych manierach i wybujałym ego. Co nie przeszkadza mu (a może właśnie pomaga) być znakomitym kolarzem. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej i dwa wygrane etapy Giro d’Italia to nie w kij dmuchał. Ambitny, waleczny, ofensywnie nastawiony kolarz, do tego potrafiący skutecznie walczyć na finiszu. Jeśli będzie w formie, doda imprezie kolorytu. Do pomocy ma nie byle kogo – Leo Piepoli w górach ma wartość całej kompanii gregario, a Cobo i paru innych też sroce spod ogona nie wypadli. Jego szanse obniża to, że jest nielubiany i w związku z tym nie może liczyć na pomoc czy współpracę z kolarzami innych grup. Wręcz przeciwnie, Na Giro przekonał się, że nawet rodacy jadą przeciwko niemu. To nie jest facet, który jak Cunego powie: jestem tu pierwszy raz, przyjechałem się uczyć, na początek będę szczęśliwy z wygrania klasyfikacji młodzieżowej. Na razie opowiada, że wyrwali go z plaży, przerywając opalanie i konsumpcję lodów – cały Riccardo. Jak tylko poczuje nogę, powie, że przyjechał dać wszystkim nauczkę.
Kim Kirchen w ubiegłym roku zaimponował bardzo dobrą jazdą w górach, co zaprocentowało 7-mym miejscem w generalnej klasyfikacji. Były zwycięzca Tour de Pologne ma ambicję przekonać wszystkich, że jest czymś więcej niż tylko specjalistą od ardeńskich klasyków i tygodniowych wyścigów. Wiosną pokazał po raz kolejny, że potrafi wygrywać przyjeżdżając pierwszy na 2-ch etapach Dookoła Kraju Basków oraz w Walońskiej Strzale. Kilka etapów tegorocznej Pętli jest jakby dla niego stworzonych. Będzie mu jednak bardzo trudno przekroczyć kolejną barierę i ukończyć Tour w pierwszej 5-tce. Słabiej jeździ na czas i nie do końca upewnia nas, że utrzyma się z najlepszymi na najwyższych szczytach. Jego ekipa, Team Columbia, też wydaje się mocniejsza na nizinach lub muldach, niż w warunkach przerzedzonego powietrza.
Andy Schleck sprawił już jedną sensację, kończąc ubiegłoroczne Giro na drugim miejscu, więc miejsce w czołówce tegorocznego Tour de France nikogo już nie zaszokuje. Typowy tempowiec, wytrzymały i trudny do zgubienia w górach, ma jeszcze parę niedostatków, jak choćby kiepskie ściganie się na finiszu, marne przyspieszenie, ale biorąc pod uwagę wiek potrafi bardzo wiele i trudno określić, gdzie leży granica jego możliwości. W tym roku jeszcze bez wielkiego sukcesu. Godne odnotowania 4-te miejsce na Liege-Bastogne-Liege i 6-te w Tour de Suisse. Ale w lipcu jego forma może eksplodować, podobnie jak w maju ubiegłego roku. Jego atutem jest to, że wystartuje trochę z cienia, bo liderem CSC jest Sastre. Niezależnie od układów w drużynie może też zawsze liczyć na pomoc brata. Ma spore szanse na wywiezienie z imprezy białej koszulki.
Dziesiątkę kandydatów do podium zamyka Sylvain Chavanel. Częściowo z kurtuazji dla gospodarzy, a częściowo dlatego, że lista złożona z 9-ciu nazwisk wyglądałaby na niedokończoną. A poza tym, to bardzo dobry cyklista, który nie raz pokaże się nam z dobrej strony na trasie tegorocznego Tour de France. Najlepszy obecnie francuski profi, który bliski był już zaszufladkowania jako specjalista od pagórków i krótkich etapówek, w tym roku pokazuje się nam jako kolarz wszechstronny. W marcu zaskoczył dwoma zwycięstwami w nizinnych klasykach: Dwaars Door Vlaanderen i Brabantse Pijl. Zaliczył po jednym wygranym etapie w trzech tygodniowych wyścigach i wreszcie przed samym Tourem został mistrzem Francji w jeździe na czas. To sprawiło, że lud Francji trzyma za niego kciuki. Sportowe (???) powiedzenie mówi, że gospodarzom ściany pomagają. W tym wypadku francuski Sylwek liczyć może ewentualnie na ściany, nie skał i gór, lecz gabinetów i laboratoriów. Jak trzeba będzie, to się paru facetów wysadzi z wyścigu. Organizatorzy mają w tym wprawę. Ale kluczowe dla jego losów w klasyfikacji generalnej będą oczywiście etapy górskie, szczególnie ciężkie etapy alpejskie. Jeśli nie straci na nich zbyt wiele do najlepszych może udowodnić mi, że umieszczenie go w tej 10-tce wybrańców (zamiast niepocieszonego Samuela Sancheza) nie było li tylko czczą kurtuazją.
Na zakończenie mała dygresja. Zwycięzca Tour de France z reguły mógł przez rok uważać się za najlepszego kolarza na świecie. Triumfator 95-tego Tour de France, niestety, nie będzie mógł tego o sobie powiedzieć nie obrażając inteligencji fanów kolarstwa. Kontrowersyjna decyzja organizatorów o niedopuszczeniu zespołu Astany pozbawiła szansy startu zeszłorocznego zwycięzcę i zdobywcę trzeciego miejsca. Żółta koszulka będzie więc lekko przyblakła.
napisał
Krzysztof Suchomski
|