pro-cycling.org
Piotr Ejsmont: Tajny Związek Znikającego Kolarstwa cz. 2 - O dopingu, którego się domyślamy
napisał: Piotr Ejsmont (2017-07-21 13:39:52).

Parę lat temu, kiedy wychodziłem na rower, sąsiedzi wypytywali się mnie o Armstronga i powszechnie prezentowali opinię, że wszyscy kolarze się dopingują. Po sukcesach polskich kolarzy teraz pytają się mnie o Kwiatka, Majkę, Niewiadomą. Pytania o doping uciszyły się. Jak jest naprawdę pod tym względem z polskim kolarstwem i jak porusza się w tym temacie nasz związek ? –to były kolejne zagadnienia , które chciałem rozwinąć w rozmowie z byłym Prezesem Wacławem Skarulem. Nie wiem czemu, ale właśnie w tym temacie Prezes najpierw odesłał mnie do Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie i zakończył ze mną rozmowę.





Od jesieni zeszłego roku to Komisja jako niezależny organ przeprowadza badania i publikuje ich wyniki. Dla PZKolu została tylko ocena stwierdzonych faktów przez Komisję, ale nigdzie w dostępnych publicznie materiałach nie znajdziemy takiej bieżącej oceny. Od Komisji dowiedziałem się, że w ostatnich latach ilość przyłapanych kolarzy była znikoma. Kolarstwo w 2006 roku zostało przez Komisję zakwalifikowane do dyscyplin sportowych o wysokiej grupie ryzyka dopingu. Z tych przyczyn w latach 2012-2015 przeprowadzano rocznie około 23-38 kontroli. Tylko lekka atletyka i podnoszenie ciężarów mają większą ilość. Rocznie oznacza to pobranie około 350 próbek. W tej statystyce nie ma badań wykonywanych przez inne instytucje, np. WADA podczas Tour de Pologne itp. W takie sidła wpadły wyjątki: 2012 - 3 kolarzy, 2013 - 2, 2014 - nikt, 2015 - 2. Można się cieszyć z takich wyników, bo dowodzą one, przynajmniej w Polsce, że doping w wyczynowym kolarstwie nie jest powszechny. Jest to potężny argument przetargowy dla wizerunku kolarstwa jako czystego sportu. Niestety zdaje się, że PZKol nigdy go nie użył. Nie popadajmy w samozadowolenie. Doping szerzy się przede wszystkim w sporcie amatorskim, gdzie kontroli w zasadzie nie ma.

Czarne owce dopingu sportowego powinny być publicznie napiętnowane. Związek sportowy powinien być w tym zakresie bardzo surowy. Można zrozumieć sytuację, kiedy niegroźne wpadki dopingowe wynikły z niewiedzy lub głupoty zawodnika, albo poprzez zwykły błąd. Nie mogę jednak zrozumieć postępowania PZKolu w tym zakresie. W 2016 roku sygnały z paru źródeł w środowisku potwierdzały, że 2 kolarzy i jedna utalentowana kolarka zostali przyłapani na dopingu. Wszyscy wiedzą o kogo chodzi. PZKol nigdy publicznie nie wypowiedział się na ten temat, jakby go wcale nie dotyczył. Kilka lat temu, także bez jakiegokolwiek wytłumaczenia, PZKol pod rządami Wacława Skarula ukarał jednodniową dyskwalifikacją Sylwestra Janiszewskiego. Nikt tego w świecie nie zrozumiał. Kiedyś chciałem Panu Prezesowi zadać pytanie o historię sprzed lat. Prawie 30 lat temu na wyścigu w Niemczech wpadł na dopingu Zenon Jaskuła. Trenerem kadry był wtedy Skarul. Na posiedzeniu wyjaśniającym w PZKolu wziął winę na siebie i nie ujawnił żadnych szczegółów. Związek ukarał obu odebraniem dodatku olimpijskiego, a trenera dodatkowo naganą. Afera nie została wyjaśniona do dziś. Dlaczego piszę teraz o tym? Bo tak mi się wydaje, że charakter byłego Prezesa w tym temacie nie zmienił się. Od PZKolu oczekiwałbym jednak większej transparentności w temacie dopingu, a nie mgły niedomówień lub milczenia.


W pierwszym odcinku: ilu nas jest?
W trzecim odcinku: o pieniądzach, których nie ma.
W czwartym odcinku: stracone talenty i okazje.


Napisał: Piotr Ejsmont