pro-cycling.org
Adam Stachowiak: To mój najlepszy sezon
napisał: Martyna M. Kobylińska (2017-06-27 14:33:59).

Po tym, jak w lutym oficjalnie potwierdził się rozpad prokontynentalnej drużyny Verva Activejet, Adam Stachowiak znalazł miejsce w powstającym dopiero zespole 3. dywizji, Voster Uniwheels. Choć z pozoru mogło się wydawać, że zrobił krok w tył, osiągane przez niego wyniki pokazują, że bieżący sezon jest najlepszym w jego karierze - zajął 3. miejsca podczas Visegrad 4 Kerekparverseny (1.2) i Bałtyk - Karkonosze Tour (2.2), wygrał klasyfikację górską i zajął 6. miejsce na Małopolskim Wyścigu Górskim (2.2), a na Wyścigu Szlakiem Walk Mjr Hubala, najwyżej klasyfikowanego polskiego wyścigu w kalendarzu Europejskim (2.1) zajął miejsce tuż za podium. Po mistrzostwach Polski Adam pokusił się o małe podsumowanie pierwszej połowy sezonu i opowiedział o tym, jak pracuje mu się w nowej ekipie.



Fot. Agnieszka Małgorzata Torba | Młoda Photography


Za Tobą już kilka miesięcy jazdy w ekipie Voster Uniwheels. Jak z perspektywy czasu oceniasz działanie zespołu?

Adam Stachowiak: Jest to nasz pierwszy rok w gronie drużyn zawodowych w Polsce, a wszystko dzięki ogromnemu wsparciu Prezesa firmy Voster Ryszarda Rocznika, który postanowił zainwestować w ten projekt. To człowiek bardzo sympatyczny. Na każdym roku czujemy jego ogromne zaangażowanie i widzimy, jak mocno przeżywa każdy nasz wyścig. Wspiera nas zarówno w dobrych, jak i tych gorszych momentach.

Na pewno niczym nie odbiegamy od innych kontynentalnych drużyn, które są obecnie w Polsce. Nie czujemy, że ekipa powstała w tym roku - raczej jakby funkcjonowała już parę lat, a to wszystko dzięki ludziom, którzy ją tworzą. Ja do ekipy dołączyłem stosunkowo późno, bo dopiero w połowie lutego, ale jeśli chodzi o aklimatyzację to nastąpiła ona od razu, gdyż z paroma chłopakami ścigałem się już wcześniej w innych drużynach i dobrze się znaliśmy.



Jak Ci się układa współpraca z Mariuszem Witeckim, który dopiero co zakończył zawodniczą karierę i stawia pierwsze kroki w roli dyrektora sportowego. To bardziej plus, czy minus?

Praca z Mariuszem to sama przyjemność. Ścigaliśmy sie dwa lata w jednej drużynie jako zawodnicy, więc znaliśmy się już bardzo dobrze i nie mieliśmy żadnych problemów z porozumieniem się. A fakt, że sam dopiero co skończył się ścigać, to według mnie duży atut dla nas. Dzięki temu zna praktycznie wszystkich kolarzy z którymi rywalizujemy i łatwiej jest nam ustalić taktykę na dany wyścig. Myślę, że patrzy na starty z innej perspektywy, co może być sporą zaletą.


Masz za sobą całkiem udaną wiosnę. Wygląda na to, że ten sezon jest najlepszym w Twojej karierze.

Tak, wiosna była udana w moim wykonaniu. To właściwie mój najlepszy sezon. Co prawda nie udało się odnieść zwycięstwa, ale wiele razy kończyłem wyścigi UCI na podium. To głównej mierze zasługa moich kolegów z drużyny, bo zawsze koło mnie byli, wierzyli że mogę powalczyć i wspierali mnie do końca. Chciałbym im podziękować za to, bo bez nich na pewno bym tego wszystkiego nie osiągnął. Jeśli o mnie chodzi, to miałem właściwie podobny system przygotowań do tego z poprzednich lat, choć w tym roku więcej czasu spędziłem zimą w cieplejszych klimatach.


Jak oceniasz ogólnie swoje dotychczasowe starty? Z których jesteś najbardziej zadowolony, a przy których niedosyt pozostał największy?

Osobiście chyba sam jestem najbardziej zadowolony z miejsca na podium Bałtyk - Karkonosze Tour. Lubię ten wyścig, a szczególnie czasówkę pod Okraj. Niedosyt zaś napewno pozostał po wyścigu Szlakiem Wallk Mjr Hubala - zająłem co prawda trzecie miejsce na 1. etapie, ale wyścig skończyłem jako czwarty, ze stratą 3 sekund do podium. Zabrakło bardzo niewiele.


W minioną niedzielę zakończyły się mistrzostwa Polski, na których startowałeś zarówno na czas, ja i na wspólnym. Jak ocenisz pierwszy z wyścigów?

Jeśli chodzi o mistrzostwa Polski na czas, to nie oczekiwałem od siebie jakiegoś spektakularnego wyniku. Chciałem po prostu dobrze pojechać, choć wiatr który towarzyszył mi na trasie zdecydowanie nie pomagał. Kilkukrotnie walczyłem nie tylko z czasem i szosą, ale i z samym rowerem, bo przy bocznym wietrze, który tego dnia był bardzo silny, naprawdę nie raz mnie prawie "zdmuchnęło".


Niedzielny wyścig elity był długi, a i pogoda Wam nie pomogła. O końcowym wyniku zadecydowała jednak wcześnie zawiązana ucieczka, co było dla wielu sporym zaskoczeniem. Co Ty możesz o tym powiedzieć ze swojej perspektywy?

Wyścig był bardzo długi, za to peleton stosunkowo mały, dlatego duża część zawodników przeliczała i oszczędzała siły na końcówkę wyścigu. Wszyscy mieli w głowie długie godziny jazdy, które nas czekały. Stało się jednak tak, że ucieczka, która odjechała na początku wyścigu, dojechała do mety. My mieliśmy w tym odjeździe Mateusza Nowaczka, więc i taka sytuacja nam pasowała. Mogliśmy spokojnie patrzeć, co zrobią inne ekipy.


Mieliście chyba jednak większe ambicje, niż 4. miejsce.

Oczywiście startowaliśmy nastawieni na walkę o medal, bo wiedzieliśmy doskonale, że stać nas na to po ostatnich wyścigach. Zarówno jak, jak i moi koledzy byliśmy do tego dobrze przygotowani i mogliśmy realizować różne scenariusze. Skończyło sie czwartym miejscem Mateusza, więc znów mały niedosyt jest, ale to są mistrzostwa Polski - to zawsze inny wyścig niż wszystkie, rządzi się swoimi prawami i ciężko przewidzieć, jak się potoczy.


Nie biorąc pod uwagę mistrzostw Polski, które - jak sam mówisz - są mimo wszystko bardzo specyficznym wyścigiem, to ze startu na start pniesz się po klasyfikacji generalnej, zajmując coraz to wyższe miejsca. Jakie masz zatem plany na Solidarkę?

Wyścig Solidarności i Olimpijczyków to jedna z najważniejszych etapówek w Polsce i na pewno jest dla mnie i dla mojej drużyny bardzo ważnym startem - między innymi z tego względu, że jeden z etapów kończy sie w Stalowej Woli, mieście gdzie siedzibę ma firma Voster. Zatem mobilizacji na pewno nam nie zabraknie. Klasyfikacja generalna powinna ułożyć sie na piątkowym etapie do Krosna, na podjeździe pod Zameczek. Mam nadzieję, że tego dnia moje nogi będą dobrze kręciły i będę mógł walczyć o wysokie miejsce.


Rozmawiała: Martyna Kobylińska