pro-cycling.org
Piotr Ejsmont: Tajny Związek Znikającego Kolarstwa cz. 1 - Ilu nas jest?
napisał: Piotr Ejsmont (2017-07-11 20:36:12).

Chylę czoła przed niewątpliwymi sukcesami nowych władz kolarskich w zakresie znalezienia nowych sponsorów związku. Nagle po latach nieobecności stała się możliwa obecność polskiej przedstawicielki w UEC. Niepodważalne na miarę posiadanych środków są także dokonania w zakresie szkoleniowym. Media mają obowiązek krytyki i wskazywania na to, co może budzić pytania, wątpliwości. Moim celem nie jest zrzędzenie, jeśli akurat teraz może iść w kolarstwie ku lepszemu. Spojrzenie w tył może pomóc w zrozumieniu sytuacji naszego kolarstwa.





Przy okazji zeszłorocznego Walnego Zgromadzenia PZKolu chciałem się dowiedzieć od ustępujących włodarzy kolarstwa w którym miejscu znajduje się nasz ukochany sport. Wielkie sukcesy naszych kolarzy pozwalają rokować nadzieję, że jest ono na fali wznoszącej. Tak po prawdzie to jednak mało co wiemy. Pomimo moich kilkakrotnych próśb nie otrzymałem sprawozdania ustępującego zarządu. Wbrew poprzedniej praktyce nie było ono publikowane na stronie związku. Można się tylko domyślać niektórych rzeczy na podstawie niepełnych zestawień cyfrowych związku. Prawda jest bardzo niepokojąca. W jej ujawnieniu nie pomagały stare władze PZKolu. Rysuje się obraz w którym sukcesy nie przekładają się na wzrost popularności tego sportu. Wygląda na to, że wprost marnujemy to co wygraliśmy. Dla porządku sprawy: ten tekst dotyczy działalności PZKolu do wyborów w grudniu 2016 roku. Jak większość z nas zostawiam kredyt zaufania dla nowego prezesa związku.

Dlaczego związek jest tajny? W 2012 roku przed poprzednimi wyborami na łamach tej strony zadałem szereg pytań do PZKolu. Pozostały one bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Obracałem się w jakiejś mgle. Próbowałem lepiej lub gorzej formułować pewne hipotezy. PZKol milczał. Prezes Wacław Skarul odezwał się dopiero wtedy, kiedy napisałem tekst prezentujący opinię Wojciecha Walkiewicza na temat budowy toru pruszkowskiego. Przez prawie pół godziny opowiadał mi swoją wersję wydarzeń, ale tak naprawdę to za bardzo nie wiedziałem po co był ten monolog. Pozytywnym elementem tej rozmowy było uzgodnienie, że kiedyś się spotkamy i porozmawiamy tak o starych, jak i obecnych kolarzach. Taka okazja nadarzyła się podczas jednego z Tour de Pologne. Byliśmy umówieni na konkretną godzinę w konkretnym miejscu. Dwa razy spotkanie było przesuwane i w końcu nic z niego nie wyszło. Cóż, Prezes sam sobie może wybierać swoich spowiedników i wcale nie muszę być nim ja. Piątego grudnia 2016 roku przesłałem do biura PZKolu zestaw pytań. Bardzo szybko odezwał się Pan Adam Sikora. Wiele mi nie pomógł. Odesłał do Prezesa. Nie chciałem swoim tekstem w jakikolwiek sposób wpływać na wyniki wyborów, więc na chwilę odpuściłem. Zadzwoniłem później do Pana Skarula. Próbował odpowiedzieć na pierwsze pytanie. Zapętlił się, przerwał rozmowę, obiecując, że oddzwoni. Nic takiego się nie stało. Mogę to zrozumieć, bo jest teraz osobą prywatną, więc nie ma musu, by jeszcze angażował się w sprawy związku. Tyle, że cała ta historia nie stawia PZKolu w dobrym świetle. Lekceważenie nie tyle mnie, co mediów, nie jest chyba powodem do chwały.

Ten przydługi wstęp tłumaczy moje ustalenia, które nie są pewne, ale wychodzi na to, że w PZKolu jest jak na wyścigu. Do samej mety nic pewnego nie wiadomo.

Ilu jest kolarzy?

Zacznijmy od policzenia kolarzy. Nawet się nie spodziewałem, że licząc nieco więcej niż do tysiąca można się mylić. Od lat PZKol jest związkiem elitarnym i jego stan posiadania raczej się nie zwiększa. W 1996 roku było 2110 licencjonowanych zawodników (bez mastersów) zrzeszonych w 204 klubach. W 2014 roku PZKol podał, że wydał 3610 licencji (już z mastersami, których było razem z kategorią cyklo sport 1069). Rok później było podobnie - 3628 wydanych licencji (w tym 1175 tej drugiej grupy). Można powiedzieć, że jest stagnacja. Tymczasem za 2016 rok podano, że ilość licencji wrosła prawie o 10%, do 3937 (w tym 1127 drugiej grupy). Ilość kobiet rosła z 689, przez 716 do 777 licencji. Skąd ten cudowny przyrost? Zadziałały efekty zwycięstw Majki i Kwiatka? Wątpię w to. Gdyby tak było, to wzrost powinien najpierw mieć miejsce przed wszystkim w kategoriach najmłodszych i przechodziłby z roku na rok na coraz wyższe kategorie. Tymczasem w grupie młodzików, młodziczek, żaków i żakiń od 3 lat jest stagnacja. Przyrost nastąpił w elicie i męskim U23 (2014 – 536 licencji, 2015 - 471 licencji, 2016 - 823 licencji). W 2015 roku był nawet regres. Skąd się zatem wziął ten optymistyczny, ale niezrozumiały przyrost w elicie? Prezes Skarul wyznał mi, że to zasługa mitycznego Systemu, który udało mu się wprowadzić pod koniec swojego panowania. Poprzedni miał być niedoskonały. Niestety nic więcej się nie dowiedziałem, kiedy zapytałem, czy na polskich licencjach może jeżdżą Ukraińcy, czy kto inny? Czy zatem dane z poprzednich lat były nic niewarte? Niektóre kluby, by lepiej wypaść w staraniach o dotacje od lokalnych samorządów, wpisują do swojego stanu posiadania coś na kształt martwych dusz, ale to raczej dotyczy najmłodszych kategorii wiekowych, a nie elity. Prezes Skarul coś tam bąknął, że to mastersi chcą jeździć z elitą, ale jakoś na naszych wyścigach nie widać, by stawka elity podwoiła się z tego powodu. Jest nawet gorzej.

Pewnym wyznacznikiem realnej ilości kolarzy jest ich udział w mistrzostwach Polski. Jakoś się utarło, że niektóre kluby albo ze strachu przed blamażem, albo z powodu braków finansowych nie wysyłają swoich zawodników na mistrzostwa. Załóżmy, że wpływ tych przyczyn był ostatnio stały. Policzyłem ilość kolarzy oraz klubów (jedynie krajowych) tylko na szosowych mistrzostwach ze startu wspólnego i w czasówce, w kategoriach elity i juniorów. Co widzimy?

Tragedia na czasówkach.



Przykład Bodnara i Białobłockiego nie porwał nikogo. A jak to wygląda w wyścigu ze startu wspólnego? Najpierw kolarze:



Wychodzi na kompletną stagnację. Nie ma żadnego echa zdobywanych przez naszych kolarzy medali.

A teraz kluby:



Regres. Próbowałem jeszcze policzyć ilość klubów zgłoszonych do PZKolu, jednak nie natrafiłem na wiarygodne dane. Wykaz na rok 2016 jest dokładnie taki sam jak ten z 2015 roku. Ogółem 293 kluby. Po 13 zawodników na klub. Co z tego wszystkiego wynika?

- Nie nastąpił żaden szczególny przyrost ilości kolarzy, częściej jest stagnacja albo regres;

- Tak dokładnie to nie wiadomo, ilu było i jest kolarzy w ramach związku;

- Nad wielkością kolarstwa kobiet płakać się chce.

- Od 20 lat liczebność kolarstwa wg PZKol jest prawie stała: około 2000 licencji zawodniczych i 1000 masterskich. Nie są to cyfry atrakcyjne dla jakiegokolwiek sponsora. Pod koniec maja uczestniczyłem w zawodach Kaszebe Runda w Kościerzynie. Było tam chyba ze 1200 rowerzystów. 1/3 stanu PZKol, ale bez udziału związku.

Czego nie udało mi się dowiedzieć? Co jednak udało? Czego można się domyślać? O tym wszystkim w opowiem w drugiej części.


W drugim odcinku: o dopingu, którego się domyślamy.
W trzecim odcinku: o pieniądzach, których nie ma.
W czwartym odcinku: stracone talenty i okazje.


Napisał: Piotr Ejsmont