pro-cycling.org
Tęczowa impresja Moniki Probosz:Bergen!
napisał: Martyna M. Kobylińska (2017-09-26 00:48:37).

Co za scenariusz! Jaka wspaniała scenografia! Znakomite oświetlenie i wybitne zdjęcia! No i te kreacje – dobrze zrobiony casting i znakomicie odegrane role! Męskie, kobiece, pierwszo i drugoplanowe. To, że w Bergen powitał nas napis na górze nie było żadną przesadą.





Najpierw będzie poetycko. W cudownym krajobrazie w gładkiej tafli wody odbija się drugi świat. To jeszcze wzmacnia wrażenie spokoju, jaki jest tu wyraźnie odczuwalny. Wydaje się, że wszystko istnieje niezmiennie, niezniszczalnie i niewzruszenie. I że nic nie jest w stanie tego stanu zakłócić. Ale nie jeden Twin Peaks już się oglądało i wiadomo, że pod cichym spokojem często kłębią się nieoczekiwane emocje i rozgrywają dramaty. No i tak to właśnie z tym Bergen było. Oczekiwałam zimnego, perfekcyjnego porządku. Wiadomo - Skandynawia. Twardzi, chłodni, zamknięci ludzie. Porządek był – zasady są jasne, niezmienne, niepodważalne: to wolno, a tamtego nie. Jak jest czerwone światło, to policjanci czy wolontariusze rozstawiają ręce, żeby sobą zasłonić przejście, jak się kibic niebezpiecznie rozochoci, to policjantki trafią go centralnie krótkim skokiem i skutecznie unieszkodliwią, jak ktoś będzie przechodził przez trasę, to będzie musiał opuścić swoje miejsce – i tak dalej. Ale zimna nie było. I nie chodzi tylko o rozgrzanych, głównie kibicowaniem, widzów. Ani o pogodę, która zrobiła miastu świetny PR. Chodzi też o ludzi. I tych na rowerach, którzy przeżyli i dostarczyli nam mnóstwo emocji. I tych dookoła, którzy przez tydzień żyli w swoim mieście w zupełnie inny sposób – bez narzekań odkrywając nowe drogi dotarcia w znane od lat miejsca, bo ulice zamknięte były barierkami, przejścia prze jezdnię zamalowane, a trasa Bybanen, miejskiego tramwaju, skrócona. A także o Polaków, którzy byli tak bardzo widoczni przy trasie i tak bardzo pomocni także poza nią. Otóż – proszę Państwa: w Bergen jest ciepło.





No to teraz trochę sportowo. Co za gość z tego Petera! To ci dopiero postać pierwszoplanowa. Kiedy wygrał, stałam przed telewizorem w mixed zone – strefie, w której z jednej strony barierki są dziennikarze, a z drugiej kolarze. Ci, którzy na bieżąco relacjonują wyścig, lub zaraz będą go relacjonować i ci, którzy już zjechali z trasy. Wszyscy stali przed ekranem. I kiedy Sagan wygrał, obie strony były podobnie oszołomione. Jak to się stało? Jak on to zrobił? Mistrzu Hitchcocku – maczałeś w tym palce… ?

No właśnie – ten napis na górze. Zmieniam mu znak zapytania na wykrzyknik i już się szykuję na powrót, żeby dokładniej zrozumieć dlaczego. Wyjeżdżam oczarowana. Z kolejnym życiowym doświadczeniem, które potwierdza, że cudownie jest przekraczać stereotypy.

Z Bergen dla Pro-Cycling.org
Monika Probosz