pro-cycling.org
Piotr Ejsmont: Tajny Związek Znikającego Kolarstwa cz. 3 - O pieniądzach, których nie ma
napisał: Piotr Ejsmont (2017-07-27 21:27:22).

Jeśli spojrzeć na historię PZKolu, to od początków swego istnienia związek narzekał na chroniczny brak pieniędzy. W Europie nie jesteśmy w tym zakresie wyjątkiem, bo podobne problemy stale nękają Włochów.





Czy kiedykolwiek nasz związek był bez długów? Prezes Skarul po objęciu stanowiska odkrył w kasie związku tylko długi. Prezes Banaszek przyznał, że po przejęciu funkcji od Skarula na koncie związku odkrył tylko 1400 zł. Ostatni, przygniatający dług (ponad 5,2 mln zł) wiąże się z budową toru w Pruszkowie. Nawet w środowisku kolarskim pokutowały, na szczęście coraz rzadziej, poglądy, że tor był kamieniem u szyi dla naszego kolarstwa.

Prawda jest jednak taka, że pośrednio największym winowajcą rowerowych kłopotów byli nie sami działacze, lecz zmieniające się rządy. Ten który następował, miał w nosie inwestycje poprzedników według zasady: nie nasz pomysł, nie nasza bajka. Na to nakładały się złudne obietnice polityków, tylko kto jeszcze w nie wierzy? Taki obraz zarysował mi się wyraźnie podczas wywiadu, jaki przeprowadziłem kilka lat temu z Prezesem Wojciechem Walkiewiczem. Po napastliwym przesłuchaniu przez komisję sejmową Prezes wylądował w szpitalu. Fakt wkładania publicznych pieniędzy w inwestycje sportowe powinien być czymś naturalnym. Żadna władza nie żądała od Polskiego Związku Piłki Nożnej zwrotu pieniędzy za wybudowane na Euro stadiony. PZKolowi w tym zakresie nie poszczęściło się. Jest jeszcze bardziej ciekawie. W 1951 roku rząd zlikwidował wszystkie związki sportowe. Państwowy GKKFiT, czyli jakby nieoficjalne ministerstwo sportu, miał zarządzać całym sportem. Rezultatem był kompletny chaos i dezorganizacja. Pod koniec 1956 roku, kiedy w Polsce nastąpiła odwilż polityczna, wypłynął temat przywrócenia podmiotowości prawnej związków sportowych. Zostały one reaktywowane. Przywróceni działacze kolarscy zaczęli się upominać o zwrot majątku zagrabionego przez rząd. W odniesieniu do PZKolu chodziło tu o sprawę niebagatelną. Związek przed rozwiązaniem posiadał na koncie oszczędności warte 18 mln zł, przeznaczone na… budowę toru kolarskiego w Warszawie. Nic nie wiadomo, czy te pieniądze zostały kiedykolwiek zwrócone. Pytałem się o to Mariana Więckowskiego, który niejeden zarząd PZKolu przeżył, pytałem innych. Nikt nic nie wie. Być może jest to tak, że rząd nigdy tych zabranych pieniędzy nie oddał. Jeśli tak, to pokrycie kosztów budowy toru w Pruszkowie należało się jak psu buda. Niestety, jak nie ma pewności w tym zakresie, to trzeba wisieć u państwowej klamki.

Z torem związany jest gigantyczny dług w wysokości ponad 5 (niektórzy mówią już o 6) mln zł w stosunku do wykonawcy, jakim jest Mostostal. Jest to bardzo ciekawa sprawa. Dyrektorem Mostostalu jest Pan Tadeusz Rybak, który kiedyś nawet zasiadał w zarządzie PZKolu. Jest to osoba przyjazna kolarstwu. Tak się stało, że PZKol został sam na sam z tym problemem wobec Mostostalu. Sprawa trafiła do sądu, zaczęły rosnąć odsetki. PZKol przegrał proces. Prezes Skarul zapewnia, że rozmawiał z Mostostalem tylko raz zimą 2015/16, ale te rozmowy do niczego nie doprowadziły. Nie miałem okazji zapytać się Prezesa o to wprost, ale łączę sygnały, które otrzymywałem już za pierwszej kadencji W.Skarula. Chyba wtedy nie było żadnych rozmów. Nie było skutecznej próby mediacji przedsądowej. Odsetki rosły z dnia na dzień. Minęło 6 lat i dzisiaj z tego tytułu PZKol jest w gorszej sytuacji niż na początku tej sprawy. Przypuszczam, że użycie nieformalnych negocjacji, nawet z pomocą osób, które były w zarządzie związku przed W.Skarulem, mogły dać jakieś pozytywne rezultaty. Tyle, że dla dobra sprawy trzeba było odłożyć na bok swoje ego, a klimat był do tego niesprzyjający. W powietrzu wisiało przypuszczenie, że ktoś za tor pójdzie siedzieć. Minęło 6 lat. Nikt nie poszedł siedzieć, a długi urosły.

Wacław Skarul ma wielkie zasługi dla związku w zakresie wyczyszczenia wszystkich innych długów PZKolu, za wyjątkiem tego najważniejszego. Sześć lat minęło i Prezes nie znalazł w tym zakresie jakiegokolwiek innego rozwiązania, jak przegrany proces sądowy. Pewnym ratunkiem mogło być znalezienie dla związku drugiego obok CCC sponsora. Obie kadencje Skarula przypadły na niesamowity w historii kraju etap rozwoju gospodarczego. Częściej widziałem Prezesa w telewizji jako komentatora wyścigów niż w akcji szukania sponsorów. Miałem takie wrażenie, że bardziej promował siebie niż związek, bo nigdzie w Europie jako komentatorów sportowych podczas transmisji telewizyjnych nie widziałem prezesów związków kolarskich. Ani we Francji, ani we Włoszech, ani w Hiszpanii. Jeśli promocja kolarstwa byłaby lepsza poprzez pokazywanie wizerunku Prezesa, to wyniki powinny być interesujące. Nie są. Przez 6 lat obok CCC nie pojawił się żaden inny duży sponsor strategiczny związku. Jak byli jacyś mniejsi, to nawet ich logo nie figurowało na stronie internetowej związku. Pod tym względem był to czas stracony. Nawet niebezpieczny. Uzależnienie kolarstwa od trójcy - rząd, tylko jeden sponsor, postępowanie sądowe -obarczone jest bardzo dużym ryzykiem. Wystarczy, że obsunie się jeden z tych elementów. Raczej nie dziwi mnie brak drugiego sponsora, bo śmiem przypuszczać, że działania w tym zakresie były nieprofesjonalne. Przypomina mi się historia Polskiego Związku Pięściarstwa. Przychodzi prezes tego związku do Ważnego Sponsora i prosi o wsparcie:

- Mamy tradycję i takich fajnych, utalentowanych zawodników – mówi.

- I co jeszcze? - pyta Ważny Sponsor.

- No, oni mogą wygrywać – jąka się prezes. Ważny Sponsor wyciąga z szuflady wielką tekę.

- To jest opracowanie Polskiego Związku Siatkówki – mówi. - Tu są wyliczenia jak, kiedy, w jakim czasie, w jakich mediach będzie emitowane nasze logo lub wymieniona nasza firma.

Na tym rozmowa się zakończyła.

Szczęściem dla kolarstwa teraz przydzielono mu z urzędu jako sponsora państwowy Orlen. To co było niemożliwe przez prawie 6 lat, stało się możliwe w ciągu 6 miesięcy.

Nie wiem, jak to wygląda na szczeblu centralnym w kolarstwie. Czy ktoś tam liczy, ile razy wyświetlono nazwę CCC? Czy dla Ważnego Sponsora grupa tysiąca sportowców jest czymś interesującym? A co by było, gdyby się zapytał, czy naprawdę jest ich 1000, a może więcej lub mniej? A jeśli nikt mu nie powiedział, że kolarstwo w Polsce jest pod względem dopingu jedną z czystszych dyscyplin sportu? Nie mam za to wątpliwości, jeśli chodzi o zasady pozyskiwania sponsorów na szczeblu klubów. Oprócz rozliczenia finansowego bardzo rzadko można w nich spotkać rozliczenie marketingowe: jaką reklamę zyskał lub zyska sponsor. Bardziej to przypomina dziadowanie niż profesjonalne pozyskiwanie sponsorów. O kondycji kolarstwa decyduje siła finansowa i marketingowa klubów. Już kilka lat temu, przy okazji poprzedniego Walnego Zgromadzenia zadałem pytania dla zarządu PZKol na które nie otrzymałem odpowiedzi. Zadałem je także w grudniu zeszłego roku i też nie uzyskałem na nie odpowiedzi. O co się pytałem?

- Czy PZKol oceniał w sposób systemowy kondycję finansową oraz działania w zakresie szkoleniowym i marketingowym klubów kolarskich?

- Jak PZKol ocenia sytuację finansową trenerów szczególnie na poziomie młodzików i juniorów?

Chciałbym, żeby PZKol rozwiał moje czarne myśli, że działa bardziej na czuja niż w oparciu o cyfry i systematyczne analizy.

Jak o pieniądzach, to mam jeszcze kolejne pytania bez odpowiedzi:

- Czy PZKol wypłacił w końcu zaległe nagrody dla kolarzy z lat „Przed Skarulem”? Przez lata jako zobowiązanie wisiała na koncie związku z tego tytułu kwota 185,5 tys zł.

- Czy nagrody pieniężne na mistrzostwach Polski, a także na wyścigach niższej kategorii zostały zrównane pomiędzy kategoriami męskimi i kobiecymi? Mówi się, że na ostatnich szosowych mistrzostwach Polski wcale nie było nagród pieniężnych, zwyczajowo nagrody dla elity kobiet są na poziomie juniorów.

- Czy PZKol zajmował się sprawami rzekomego niewypłacania całości wynagrodzeń kolarzom przez niektóre grupy zawodowe?

Policzyłem ilość wyścigów zgłoszonych do kalendarza PZKolu. Cyfry tam zawarte należy zawsze pomniejszyć o ilość wyścigów, które się nie odbyły z powodu braku funduszów. To organizatorzy są zobowiązani zrównoważyć swój budżet, ale jest z tym coraz gorzej. W okresie lat 2012-2017 zniknęło 26 szosowych wyścigów dla mężczyzn (czyli 15%) oraz 15 dla kobiet (czyli 6%). Dla elity na 2017 rok zgłoszono tylko 9 wyścigów wieloetapowych dla mężczyzn i 1 dla kobiet. Nie ma już żadnego wieloetapowego wyścigu dla kobiet. Paniom zostały łatwe, krótkie kryteria. O ilości oraz frekwencji w zawodach przełajowych lub MTB przykro pisać. Nie są to fakty przemawiające za rozkwitem naszego kolarstwa.

Na koniec w czwartej części będzie o straconych talentach i okazjach.

W pierwszym odcinku: ilu nas jest?
W drugim odcinku: o dopingu, którego się domyślamy.
W czwartym odcinku: stracone talenty i okazje.


Napisał: Piotr Ejsmont