pro-cycling.org
Francuskie historie Ejsmontów 2017: Trudne ciasto i trudne decyzje
napisał: Piotr Ejsmont (2017-07-13 23:22:25).

Tradycyjnie już w czas Wielkich Tourów swoimi lekturami czas wypełnia nam Piotr Ejsmont. Podobnie jak podczas tegorocznego Giro d'Italia, również podczas Tour de France postanowił on "jechać" w tandemie ze swoją córką Joanną i do historii kolarskich dołączają kulinarne ciekawostki.





Ciekawostki kulinarne Joanny Ejsmont: O trudności robienia ciasta francuskiego.

Ciasto francuskie to jedno z trudniejszych ciast, wymagające skomplikowanej obróbki, której technika polega na kolejnym składaniu i rozwałkowywaniu zwojów, złożonych naprzemiennie z warstw ciasta i warstw tłuszczu. Wszystkie te warstwy muszą być tej samej grubości, tłuszcz nie może łamać się podczas wałkowania ani roztopić się i wypłynąć spomiędzy warstw ciasta. Bardzo istotną rolę w odniesieniu sukcesu przy produkcji ciasta francuskiego odgrywa nie tylko odpowiednia receptura ale dobór surowców, sposób obróbki ciasta i zastosowana technika. Odpowiednia obróbka ciasta pozwala osiągnąć jego regularne rozwarstwienie. Dzięki równemu wałkowaniu ciasto dobrze listkuje, jest lekkie i równo wyrośnięte. Kruchość otrzymuje się w trakcie składania, wałkowania i odpoczynków ciasta. Bardzo ważna jest jakość użytego tłuszczu. Masło jest uznawane za surowiec szlachetny, dzięki któremu produkt finalny ma wspaniały kolor i aromat. Doskonali cukiernicy starają się unikać używania margaryny. Ciasto francuskie wykorzystuje się do wyrobów zarówno słodkich jak i wytrawnych. Można z niego zrobić całe ciasta lub małe ciasteczka o przeróżnych kształtach, z różnorodnymi nadzieniami. Stosuje się je do zrobienia między innymi ciast listkowanych millefoglie, Saint Honoré, klasycznych tartaletek, rurek, deserów vol-au-vent czy wachlarzyków.

Fenomen wzrostu i listkowania ciasta francuskiego zależy w głównej mierze od odparowania wilgoci zawartej w masie. Pod wpływem temperatury w piecu z wody zawartej w cieście tworzy się para, która napiera na różne warstwy powstałe przez laminowanie ciasta i tłuszczu. Gdy napotyka nieprzepuszczalną warstwę tłuszczu wybrzusza warstwę ciasta. Stopień wzrostu i prawidłowe listkowanie jest zależne od umiejętności cukiernika.

Ciekawostki kolarskie Piotra Ejsmonta: O trudności pracy selekcjonera narodowego.

Z doborem kolarzy do reprezentacji narodowej jest tak samo trudno jak z wytwarzaniem ciasta francuskiego. Można popełnić wiele błędów, które powszechnie wybacza się, jeśli drużyna osiągnie sukces. Wielkie doświadczenie mieli w tym zakresie francuscy bracia Bidot. Troyes jest miastem kolarskim. Największą sławę w tym zakresie nadali miastu Jean oraz o 3 lata starszy Marcel Bidot. Obaj urodzili się na początku XX wieku i zamieszkiwali w Troyes. Od 1910 roku rozgrywano wyścig z Paryża do Troyes. W 1933 roku wygrał go Jean przed Marcelem, w 1934 Marcel. Rok później wyprzedził ich Jules Rossi. W 1936 roku Jean był trzeci. Większą sławę obu braciom przyniósł Tour. Najpierw Marcelowi, który jadąc w narodowej reprezentacji Francji bardzo przyczynił się do zwycięstwa Leducq. Zyskał sobie wtedy przydomek kwoka z racji matczynej opieki w stosunku do swojego lidera. Jeana z racji drobnych nóżek przezywano albo małe łapki, albo kopytka łani. Jean zakończył karierę w 1939 roku a Marcel w 1944 roku. Nowe role przypadły im po wojnie. Jean stał się dziennikarzem i opublikował dwie książki - „Naprzód dzieciaku” oraz „Będziesz mistrzem”. W 1950 roku Jacques Goddet zaproponował Jeanowi objęcie funkcji dyrektora sportowego narodowej reprezentacji kraju podczas Touru. Jean postawił dwa warunki:

1. To on ma decydować i nikt nie będzie na niego wywierał presji.

2. Kierowcą jego samochodu ma być brat Marcel.

Goddet przystał na te warunki. Jean był zdania, że drużyna nie może składać się z samych gwiazd narzuconych mu przez najsilniejsze stajnie, dlatego postawił na Bobeta oraz Geminianiego, a zrezygnował z Robica, bo uznał go za zbytniego indywidualistę. Drużyna pojechała wyścig pechowo i nieskutecznie. Bobet ukończył go na 3. miejscu. Jean powielił swoją zasadę także rok później. Wtedy to Geminiani uplasował się na drugim miejscu. Jean pracował dla Simplexa, który niechętnie patrzył na jego pracę podczas Touru. Jean musiał zrezygnować z posady, ale przekazał ją Marcelowi. Ten wolał mieć Robica w drużynie, niż jako otwartego wroga w konkurencyjnej ekipie. Nie skończyło się to dobrze. W zespole panowało duże napięcie i kłótnie. Pewnego wieczoru doszło do tego, że wnerwiony Geminiani zaczął w wannie podtapiać Robica. Bidot stawiał na Laurediego, ale to niedoceniony Robic był najlepszym z Francuzów. Tylko na 5. miejscu.

Rok później Bidot nie wyznaczył przed startem żadnego z kolarzy na lidera zespołu. Pretendowali do tej roli Bobet, Geminiani oraz przez pewien czas Teissiere. Bobet obiecał przed startem, że w razie zwycięstwa odda wszystkie nagrody kolegom. Podpisano odpowiedni dokument. Wyścig ruszył, ale to jadący w regionalnej drużynie Robic został liderem. Za sprawą reprezentacji Francji stracił prowadzenie. Bidot nie miał jednak łatwego życia. Bobet miał pretensje do Geminianiego i Laurediego. Wreszcie Bidot walnął pięścią w stół i zażądał zaprzestania kłótni. Bobet wygrał po raz pierwszy Tour, ale Bidotowi przybyło siwych włosów. Opierając się na porozumieniu Bobeta i Geminianiego Bidot skonstruował drużynę w kolejnych latach. Bobet wygrał Tour w 1954 i 1955 roku. Potem Bidot wygrał jeszcze Tour z Anquetilem.

Dalej nie było już tak łatwo, bo Francja miała coraz więcej bardzo dobrych kolarzy, zdolnych do wygrania Touru. Obok Bobeta i Gema pojawili się najpierw Anquetil, potem Walkowiak i Riviere. Połączyć wybujałe ambicje tych mistrzów w jeden zespół było niesamowicie trudno. Od wczesnej wiosny Bidot pertraktował z każdym z osobna. Ukoronowaniem tych rokowań był wspólny obiad drużyny w restauracji na wieży Eiffela. Do samego startu, a potem podczas wyścigu Bidot nie miał pewności, czy któraś z gwiazd nie strzeli jakiegoś focha. Kiedy wykluczył z drużyny Geminianiego, ten w 1958 roku walił w niego na każdym etapie jak w bęben. Kiedy jakiś przyjaciel podarował mu osła, nazwał go imieniem Bidota: Marcel. Każda z gwiazd zespołu kwestionowała rozkazy Bidota. Nic dziwnego, że wygrywali inni. W 1959 roku w Paryżu reprezentacja Francji na mecie wyścigu została głośno wygwizdana. Anquetil sarkastycznie swój jacht nazwał potem Gwizdy 59.

W 1961 roku Tour zmienił formułę z narodowej na firmową. Bidot stracił posadę. Odzyskał ją w latach 1967-68, kiedy ponownie ścigano się w formule narodowej. Znowu Bidot musiał łączyć wodę z ogniem - Poulidora z Pingeonem oraz Aimarem. Pingeon wygrał w 1967 roku. Marcel Bidot przeszedł do historii. Na koncie miał dwa razy wygrany Tour jako pomocnik oraz pięć razy jako dyrektor drużyny.

Wróćmy do Troyes. W klasyku z Paryża do tego miasta, w 1961 roku 3. miejsce zajął emigrant Antoni Piszczek. W 1991 roku Zdzisław Wrona był drugi, a dwa lata później Marek Leśniewski trzeci. Trzeba by się ich spytać, czy podczas pobytu we Francji polubili rogaliki francuskie.

Opowiedzieli: Joanna i Piotr Ejsmontowie