pro-cycling.org
Włoskie historie Ejsmontów 2017: Puglia i jej puccia
napisał: Piotr Ejsmont (2017-05-12 22:50:16).

Kolejna z Ejsmontowych historii dedykowanych tegorocznemu, jubileuszowemu Giro d'Italia związana jest z tradycyjnymi dla Puglii kąskami chleba o nazwie puccia oraz o Carlo Orianim, zwycięzcy Giro z 1913 roku, który znany był wśród kolarzy dokładnie pod takim przezwiskiem.





Ciekawostki kulinarne Joanny Ejsmont: Puccia, czyli kąski chleba.

Puccia jest to chlebek pochodzący z rejonu Puglii, a dokładniej Salento, Taranto i Lecce, z południowych Włoch. Puccia to małe, kuliste chlebki o średnicy ok. 20-30 cm, wykonywane z tego samego ciasta co pizza czy chleb. Słowo puccia miałoby pochodzić od łacińskiego buccellatumco znaczy tyle co "podzielony na wiele małych kawałków". Za czasów rzymskich puccia była używana jako chleb dla wojska. Z czasem ewoluowała do nowych form i wersji, np. odmiana z oliwkami to uliata lub puccedda. Skład jest najczęściej ten sam co do ciasta na chleb, tylko masa jest podzielona na małe porcje, by po upieczeniu można było łatwo go zabrać ze sobą i zjeść podczas pracy na polach. Większość lokalnej ludności była biedna, jednak podstawowe składniki pucci były proste - mąka, sól i woda. Ci mający więcej szczęścia i posiadający swoje małe poletko, uzyskiwali mąkę z własnej niewielkiej uprawy. Inni otrzymywali ją jako zapłatę za sezonowe, okazjonalne prace. Większy problem był z solą, pomimo dostępu do morza i możliwości samodzielnego produkowania soli, gdyż proces ten był w tamtych czasach zabroniony. Jednak mieszkańcy w największych czasach kryzysu produkowali ją, nie zważając na ryzyko.

Obecnie w Lecce powstało wiele lokali, tzw. paninoteche (bary kanapkowe) oferującymi jedynie puccie w wielu różnych wersjach, z różnymi dodatkami i na różnym poziomie cenowym.

Ciekawostki kolarskie Piotra Ejsmonta: Puccia na rowerze i na froncie.

W 1913 roku Giro wygrał Carlo Oriani. Służył wtedy w wojsku i na udział w wyścigu dostał przepustkę. Z zawodu był murarzem. Przezywano go „Puccia”, bo miał zwyczaj moczenia kęsków chleba w mleku. Dotąd wołano za nim, że szybciej zdechnie krowa, niż wygra Puccia. Kiedy wygrał - dzięki swojej regularności - Giro, przestano się z niego naśmiewać.

Orianiemu skończyła się przepustka wojskowa i za niedługo musiał wrócić do oddziału. Za chwilę zaczęła się Wielka Wojna, w której wziął udział w formacji bersalierów. W 1917 roku walczył pod Caporetto, na terenach leżących przy dzisiejszej granicy Włoch z Austrią i Słowenią. Oddziały austro-węgierskie otrzymały wsparcie od niemieckiej armii dowodzonej przez generała Ottona von Belowa. Niemcy ostrzelali pozycje włoskie m.in. bombami gazowymi zawierającymi difosgen. Włosi cofnęli się, ale powstrzymali przeciwnika na łuku obronnym wokół Wenecji. Na tym froncie była to najokrutniejsza bitwa, w której zginęło koło 80 tysięcy ludzi z obu walczących stron. Bitwa trwała ponad miesiąc. Podczas tej jatki Oriani rzucił się w nurt lodowatej wody rzeki Piave, by uratować przyjaciela. Udało się, ale sam zachorował na silne zapalenie płuc i 3 grudnia 1917 roku zmarł w szpitalu w Casercie.

Opowiedzieli: Joanna i Piotr Ejsmontowie