pro-cycling.org
Akcje i reakcje peletonu po La Fleche Wallonne 2017
napisał: Mateusz Dudek (2017-04-20 01:24:08).

Drugi akt Tryptyku Ardeńskiego za nami. Zwycięstwa odnieśli Anne Van der Breggen wśród kobiet i tradycyjnie już Alejandro Valverde wśród mężczyzn. Co utkwiło nam w pamięci i co powiedzieli główni bohaterowie? Zapraszamy do lektury.



ˆ Movistar Team


Valverde na piątkę

Genialnej wiosny 36-letniego Valverde ciąg dalszy. Po zwycięstwach w Andaluzji, Murcji, Katalonii oraz Kraju Basków, Valverde nie pozostawił złudzeń rywalom na Mur de Huy, z zimną krwią kontrolując do końca sytuację i atakując w momencie, gdy nikt nie był już w stanie na ten atak odpowiedzieć. Były znany angielski piłkarz a obecnie komentator piłkarski, Gary Lineaker stwierdził kiedyś, że „piłka nożna to taki sport, gdzie po boisku biega 22 zawodników, a na końcu wygrywają Niemcy”. Po dzisiejszym, piątym już zwycięstwie kolarza Movistaru w Huy, do głowy przyszła mi przerobiona wersja tego stwierdzenia mówiąca o tym, że Strzała Walońska to taki wyścig w którym jedzie 200 kolarzy, a na końcu i tak wygrywa Valverde. A już w niedzielę Alejandro wystartuje w Liege-Bastogne-Liege i z całą pewnością będzie chciał sprawić sobie miły prezent na wypadające w przyszły wtorek 37 urodziny.

- To zwycięstwo oparte jest na zaufaniu, sile i świetnym zespole, który wspierał mnie przez cały wyścig. Miałem wiele szacunku do moich przeciwników, ale miałem też świadomość swojej znakomitej dyspozycji i musiałem to wykorzystać. Wierzyliśmy, że znów mogę wygrać i zespół pracował od pierwszego kilometra aby kontrolować wyścig do końca. Na ostatnich 50 kilometrach było wiele ataków ale dzięki chłopakom z ekipy oraz kolarzom Orici rozstrzygnięcia nastąpiły dopiero na Mur de Huy. Szczerze mówiąc, ten wyścig jest
chyba stworzony dla mnie
- przyznał Valverde.



ˆ BMC Racing Team | TWD Sport


Teuns jak Filip z konopii

Dość niespodziewanie w finałową rozgrywkę na Mur de Huy włączył się dziś 25-letni kolarz ekipy BMC, Dylan Teuns. Belg w końcówce pilnował Valverde ale nie był w stanie odpowiedzieć na jego atak, co chyba nas bardzo nie dziwi. Jednak w walce o trzecie miejsce, w pokonanym polu zostawił takie kolarzy jak Sergio Henao czy Michał Kwiatkowski, co biorąc pod uwagę, że jest to jego pierwsze podium w karierze w wyścigu rangi WorldTour robi wrażenie. Czas pokaże czy środowy wynik Teunsa, który do tej pory mógł poszczycić się co najwyżej czwartym miejscem w Belgium Tour czy trzecim w Volta Limburg Classic, był początkiem czegoś większego czy może jednak szczęśliwym zbiegiem okoliczności.

- Mogłem dziś jechać spokojnie do ostatniego podjazdu. Tutaj ważne jest aby ostatni podjazd rozpocząć z przodu grupy. Świetnym rozwiązaniem dla nas było to że w końcówce uciekał De Marchi. Wiedziałem jak należy ustawić się w końcówce, gdyż zapamiętałem zwycięstwo Gilberta z 2011 roku. Chciałem zaatakować tam gdzie on ale w tym momencie przyblokowali mnie Henao i Kwiatkowski. Kiedy walczysz w końcówce z takimi gwiazdami jak Valverde, musisz czekać na ich ruch. I kiedy zaatakował próbowałem jechać za nim ale szybko straciłem do niego długość roweru i potem walczyłem już tylko o przetrwanie na wysokim miejscu. Nogi bolą - ocenił swój świetny występ Dylan Teuns.



ˆ Quick-Step Floors | TWD Sport


Quick-Step znowu tylko i aż na pudle

Kolarze ekipy Quick-Step Floors mogą nabawić się kompleksów. Czwarty raz z rzędu wygrywa Valverde ale i czwarty raz z rzędu na pudle obok Valverde melduje się kolarz ekipy Patricka Lefevere’a. Kwiatkowski, Alaphilippe oraz Martin to zawodnicy, którzy w barwach belgijskiej ekipy kończyli Walońską Strzałę na pudle. Z jednej strony podium na takim wyścigu jest naprawdę świetnym wynikiem, jednak znając ambicje kolarzy Quick-Step Floors, w drużynie zapewne czuć niedosyt. Daniel Martin zażartował nawet, że chyba będzie musiał poczekać aż Valverde skończy karierę i dopiero będzie miał szansę wygrać. Aż strach pomyśleć co będzie jeśli sytuacja powtórzy się za rok.

- To był dziwny wyścig. Silny czołowy wiatr spowodował, że na ostatnie 60 kilometrów gdzie zaczęły się podjazdy, wjechał dużo większy peleton niż zwykle, który utrzymał się aż do finałowej wspinaczki co spowodowało nerwowość - ocenił przebieg etapu Irlandczyk. Chyba będę musiał poczekać aż Alejandro zakończy karierę i wtedy wygram. A tak na poważnie to mam nadzieję pokonać go pewnego dnia - przyznał żartobliwie Martin.



ˆ Team Sky


Aktywni biało-czerwoni

W środowym wyścigu jechało czterech naszych. Michał Gołaś oraz Tomasz Marczyński mięli za zadanie pomagać swoim liderom i ze swojej roli wywiązali się bez zarzutu. W zupełnie innej sytuacji byli Rafał Majka oraz Michał Kwiatkowski. Majka dla którego był to powrót do ścigania po blisko miesięcznej przerwie, start w Strzale potraktował raczej kontrolnie aby sprawdzić nogę po przerwie. I dosłownie sprawdził ją atakując na przedostatnim podjeździe. Potem już dojechał spokojnie do mety. Wydaje się więc plan na ten wyścig został wykonany. Trochę inaczej miała się sytuacja z Michałem Kwiatkowskim. Ten mimo, że od początku zapowiadał, że celem numer jeden podczas tryptyku będzie niedzielne Liege-Bastogne-Liege, narobił wielu kibicom apetytu drugim miejscem podczas Amstel Gold Race. Dlatego też wielu zapewne widziało dzisiaj oczami wyobraźni Michała objeżdżającego w końcówce Valverde i triumfującego. Michał jednak przyjechał dziś na siódmym miejscu. Dlatego z niecierpliwością czekamy na niedzielną rywalizację.

- Po miesięcznej przerwie od ścigania nie liczyłem na wiele, ale jestem miło zaskoczony swoją dyspozycją. Na krótkich i dynamicznych górach nieco mi brakuje, ale nie mogę narzekać na swoją formę w tym momencie sezonu. Liege-Bastogne-Liege będzie mi bardziej odpowiadało ze względu na najcięższy profil ze wszystkich ardeńskich klasyków - ocenił swój powrót do ścigania Majka.

- Mur de Huy wyciska z każdego ostatnie soki. Tak też było w tym roku! Nie udało się pokonać Alejandro, który musiał się chyba urodzić gdzieś tu w pobliżu, ale możemy wspólnie z Sergio być dumni z pracy zespołu szczególnie w trudnych, końcowych kilometrach. Byliśmy w grze, a to przed Staruszką najważniejsze - podsumował Kwiatkowski.



ˆ WM3 Pro Cycling | Anton Vos


Van der Breggen, Armistead, Niewiadoma i tekstówka

Drugi wyścig tryptyku ardeńskiego kobiet i drugi raz ten sam układ na podium: Anna Van der Breggen, Elizabeth Deignan oraz nasza Kasia Niewiadoma. I ponownie było wszystko: ucieczki, ataki, kontry, prawie wszystko. Zabrakło znowu tego o czym pisaliśmy już kiedyś czyli transmisji telewizyjnej, choćby takiej która pokaże ostatnie 20-30 kilometrów. Czy to aż tak wiele? Żal serce ściska kiedy człowiek aby dowiedzieć się o przebiegu rywalizacji elity kobiet w wyścigu rangi Women WorldTour musi być zdany na relację tekstową prowadzoną głównie na twitterze. Paniom życzmy aby wreszcie ich trud został mocniej doceniony. I czekamy na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Kasi bo patrząc na formę i wyniki, jest ono już o krok.

- Jestem naprawdę zmęczona ale i szczęśliwa. Mieliśmy plan i postępowałyśmy zgodnie z nim. Poczekałyśmy na dwie ostatni wspinaczki i kiedy zaatakowała Kasia, która była dziś bardzo mocna, tylko my dwie pojechałyśmy z nią. To była doskonała sytuacja, że była nas trójka z przodu w tym my dwie z jednej ekipy. Muszę też podziękować Lizzie. Ona jeździ w ostatnim czasie wspaniale. Dziękuję jej ale też całej naszej ekipie ponieważ jesteśmy silne jako całość - oceniła Van der Breggen.