pro-cycling.org
Akcje i reakcje peletonu po Milano-Sanremo 2017
napisał: Mateusz Dudek (2017-03-18 23:53:28).

Data 18 marca 2017 na zawsze zostanie już w pamięci polskich fanów kolarstwa za sprawą wspaniałego zwycięstwa Michała Kwiatkowskiego. Jednak w Mediolan-San Remo więcej ciekawego zdarzyło się.



Fot. Team Sky


Co Kwiato, to Kwiato

O zwycięstwie Michała chyba napisano dzisiaj już wszystko, więc nic nowego nie wymyślimy. To był po prostu taki prawdziwy Michał. Bo Michał w zeszłym sezonie zwyczajnie nie był sobą. Wielu mówiło, że się skończył, że wybrał nie tę ścieżkę rozwoju i stracił swój błysk i werwę. Brakowało wszystkiego do czego przyzwyczaił nas w 2014 roku. Na szczęście już na Strade Bianche o sobie przypomniał, dał znać, że wrócił. A dziś potwierdził to ponownie, stając się pierwszym Polakiem stającym na najwyższym stopniu podium kolarskiego monumentu.

- Po poprzednich edycjach, w 2013 i 2014 roku, kiedy miałem tu sporo pecha, wygrana w Mediolan - San Remo jest niezwykłym przeżyciem. Moi koledzy z zespołu wykonali dziś niesamowitą pracę. Nie spodziewałem się ataku Sagana na Poggio, ale czułem się dość mocny. To było wspaniałe być tam z Saganem i Alaphilippem. Starałem się skoncentrować i wykonać najlepszy możliwy sprint. Nie mogę uwierzyć, że pokonałem Petera! - skomentował na gorąco Kwiatkowski. - W każdym klasyku lepiej jest mieć kilka asów do zagrania. Po Cipressie peleton był ogromny i byłem przekonany - na 95% - że czeka nas masowy sprint. Ale na Poggio Sagan zaatakował, a Elia Viviani powiedział mi przez radio, by jechać za Peterem.

- Kiedy dochodzi do pojedynków z Saganem, jestem pewnie w lepszej pozycji od większości kolarzy, bo rywalizowałem z nim od czasów juniorskich. Połowa peletonu myśli, że on jest z innej planety, ale ja głęboko wierzę, że można go pokonać. Był mocny na Poggio, jednak jadąc w koszulce mistrza świata, miał najtrudniejszą sytuację. Był głownym celem. Alaphilippe i ja przenieśliśmy presję na niego. A ja pograłem sobie trochę z jego głową.

- Po akcji sprzed roku wiedziałem, że samotna wygrana jest prawie niemożliwa, ale w akcji z Saganem, już jak najbardziej. Utrzymywałem delikatny dystans, by musiał odpalić swój sprint trochę wcześniej. Bardzo się cieszę, że to wszystko się udało
- ocenił już na spokojnie Kwiato.



Fot. Team Sky


Sagan spokojny

Dla nas dziś liczy się tylko zwycięstwo Michała Kwiatkowskiego. Niektórzy jednak mogliby powiedzieć: Sagan znowu drugi. Owszem drugi, ale dalecy jesteśmy od stwierdzenia iż Peter jest przegranym. Wyścig do praktycznie ostatniej części podjazdu na Poggio układał się w taki sposób iż o zwycięstwie miał zadecydować masowy sprint gdzie Saganowi przyszłoby rywalizować z takimi sprinterami jak Gaviria, Kristoff, Demare czy Degenkolb. Oczywiście jego szanse na sukces wciąż były bardzo duże, ale Słowak postanowił je zwiększyk i w końcówce podjazdu zaatakował, zostawiając w tyle sprinterów. Na jego, jak się później okazało, nieszczęście koła dotrzymał mu Kwiato oraz Alaphilippe. Mimo drugiego miejsca Sagan był zadowolony z przebiegu wyścigu.

- Dałem dziś z siebie wszystko. Mój zespół wykonał kawał dobrej roboty dowożąc mnie bezpiecznie do podnóża podjazdu pod Poggio. Udało się też uniknąć kraks... choć na finiszu było o nią blisko. Myślę, że kibice są zadowoleni z widowiska jakie im przygotowaliśmy - przyznał Słowak. - Atak na Poggio wynikał z instynktu. Spróbowałem i ujrzałem, że jestem sam. Następnie doskoczyli do mnie jeszcze Kwiatkowski oraz Alaphilippe. Dojechaliśmy razem do finiszu co było wyjątkowym wyczynem - podsumował mistrz świata.



Fot. QuickStep Floors


Alaphilippe kolekcjonuje podia w monumentach

Francuz po raz kolejny pokazał wielki talent. I po raz kolejny pokazał, iż mimo świetnych umiejętności do triumfu w monumencie brakuje mu przysłowiowej kropki nad i. W Ardenach brakowało mocy, aby w trudnej końcówce objechać Alejandro Valverde. W San Remo zabrakło mocy w nogach, aby spróbować zaskoczyć Petera Sagana oraz Michała Kwiatkowskiego. Mimo braku zwycięstwa Alaphilippe nie krył radości z miejsca na podium.

- Frustracja? Nie. Dałem dziś z siebie wszystko co mogłem i co miałem w nogach. Zostałem pokonany przez dwóch chłopaków, którzy byli ode mnie mocniejsi - ocenił Alaphilippe.



Fot. Team Sky


Przegrani sprinterzy

Mocno na walkę w tym wyścigu nastawiali się sprinterzy. Na starcie stanęła ich cała śmietanka. Kristoff, Cavendish, Degenkolb, Gaviria czy ubiegłoroczny zwycięzca wyścigu Demare to tylko kilka nazwisk wybitnych kolarzy, którzy liczyli na dobry wynik w Primaverze. Rywalizacja jednak brutalnie zweryfikowała te plany. Jako pierwszy ze sprinterów pas powiedział Mark Cavendish, który odpadł już na podjeździe pod Cipressę. Pozostali nie byli w stanie odpowiedzieć na mocny atak Sagana, Kwiatkowskiego oraz Alaphilippe’a pod Poggio. Ostatecznie, na otarcie łez, przyszło im walczyć o co najwyżej czwarte miejsce.

- Można powiedzieć iż byłem dziś najlepszym z pozostałych zawodników. Było trzech facetów, którzy zaatakowali i uciekli, a ja nie byłem w stanie ich dogonić. Czwarte miejsce było tym co mogłem dziś osiągnąć. Nie byłem w stanie dołączyć do nich kiedy zaatakowali. Miałem dziś więcej energii niż zwykle, ale i to nie wystarczyło. Pod Cipressę oraz Poggio szedł pełny gaz i jechałem tam na swoim maksymalnym limicie, więc nie byłem w stanie odpowiedzieć na tę akcję. Tym razem się nie udało. Chcę podziękować kolegom z ekipy, którzy mocno mi dziś pomagali - powiedział Alexander Kristoff z Katushy, który zmagania zakończył na czwartym miejscu.

- Atak Sagana był spektakularny. Wyraźnie miał nogi, aby to zrobić. Ten wyścig jest niezwykle skomplikowany ale i wspaniały. Nie jest łatwy, ale mam nadzieję, iż w przyszłości uda mi się w nim zwyciężyć - przyznał z kolei Fernando Gaviria z ekipy Quick-Step Floors.