pro-cycling.org
Akcje i reakcje peletonu po Tirreno-Adriatico 2017
napisał: Mateusz Dudek (2017-03-15 00:38:25).

Dwa dni po Paryż-Nicea zakończył się drugi tygodniowy wyścig WorldTour w Europie, Tirreno-Adriatico. We Włoszech, podobnie jak we Francji, nie zabrakło dużych emocji. Różnicą na pewno była pogoda, która praktycznie przez cały tydzień sprzyjała kolarzom. Co jeszcze zwróciło naszą uwagę?



Fot. RCS Sport / La Presse


Viva Kolumbia

Nairo Quintana na starcie sezonu notuje kapitalne wyniki jeśli chodzi o wyścigi etapowe. Trzy starty i dwa zwycięstwa w generalce. Styl w jakim kolarz Movistaru radzi sobie z rywalami może budzić podziw. Na podjeździe pod Terminillo atakowało wielu, ale kiedy zaatakował Quintana, reszta stawki nie była już w stanie odpowiedzieć. Teraz Kolumbijczyk wraca do ojczyzny aby w spokoju trenować i kontynuować przygotowania do Giro... co pozostaje już kwestią dyskusyjną dla wielu osób. Niemniej jednak po takim początku sezonu Nairo tylko potwierdził, że będzie głównym faworytem do triumfu w pierwszym z wielkich tourów sezonu 2017.

- Tirreno-Adriatico to wyścig, który bardzo mi się podoba. Cieszę się, że wygrałem po raz drugi, wykańczając tym samym ciężką pracę kolegów, którzy mi pomagali - powiedział Quintana.

W poniedziałek przypomniał o sobie jeszcze Fernando Gaviria, który zwyciężył na etapie do Cvitanova Marche, ogrywając samego Petera Sagana. Sięgając po czwarte zwycięstwo w sezonie młody sprinter zgłosił gotowość do walki o zwycięstwo w Mediolan-San Remo, które odbędzie się w najbliższą sobotę.

Sagan wygrywa, Sagan omija

Słowak w Italii potwierdził iż po chorobie, która zmusiła go do wycofania ze Strade Bianche, nie ma już śladu. Podczas „wyścigu dwóch mórz” Sagan miał okazję wykazać się na czterech etapach: dwóch płaskich oraz dwóch pagórkowatych. Bilans: dwa zwycięstwa a także drugie i trzecie miejsce. Koledzy z Bora-hansgrohe ufają i wierzą w jego umiejętności do tego stopnia iż na szóstym, niezwykle wymagającym etapie, na jego sukces pracowali wszyscy włącznie z Rafałem Majką, nadawał mocne tempo na ostatnich kilometrach. A Peter, jak to Peter, wykończył tą pracę perfekcyjnie. Co ciekawe za jego znaleźli się praktycznie sami górale. Szacunek. Dobrego humoru Sagana, nie popsuła nawet sytuacja z kończącej zmagania w wyścigu czasówki. Przed jadącym z prędkością ok. 50km/h Słowakiem nagle pojawiła się starsza pani przechodząca z psem przez ulicę. Sagan wykazał się jednak refleksem i uniknął zderzenia wyjeżdżając poza trasę, tracąc tym samym szansę na walkę o dobrą lokatę na etapie. Refleks godny mistrza świata.

- To była moja wina, gdyż ta osoba znajdowała się na przejściu dla pieszych - żartował Słowak.



Fot. RCS Sport / La Presse


Polacy bez kompleksów

Na starcie wyścigu stanęło pięciu Polaków. Oczy, jak to zwykle bywa, skierowane były głównie na Michała Kwiatkowskiego oraz Rafał Majkę. Sami zainteresowani byli z resztą najbardziej widocznymi biało-czerwonymi, i wcale nie chodzi tu o koszulkę Rafała. Michał przyjechał dodatkowo naładowany zwycięstwem w Strade Bianche. Od samego początku podkreślał jednak iż w tym wyścigu jego celem będzie pomoc w walce o zwycięstwo Geraintowi Thomasowi. Zdarzenia na pierwszym etapie utrudniły ten cel, ale niebiańscy nie poddali się. A Kwiato będący w formie to Kwiato atakujący i walczący. Takiego Michała brakowało nam w ubiegłym sezonie i miejmy nadzieję iż to co Michał prezentował do tej pory w tej części sezonu, to tylko przedsmak tego co czeka nas w kolejnych startach. Najbliższy już w sobotę.

- Zamykamy rozdział pod tytułem Tirreno ze zwycięstwem etapowym i pozytywnymi odczuciami z walki w całym wyścigu. Nie mogę się doczekać kolejnego startu w Mediolan - San Remo i mam nadzieję, że wy też. Wracam do Nicei złapać oddech, przejechać kolejny rekonesans końcówki i w sobotę zmotywowany staję na starcie w Mediolanie - powiedział Kwiatkowski po zakończeniu wyścigu.

W trochę innym miejscu jeśli chodzi o formę jest Rafał Majka. Nowa drużyna, nowe cele. Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do tego, że Rafał szczyt formy szykował na Giro. Tym razem jednak jest inaczej. Dyrektorzy Bory powierzyli brązowemu medaliście z Rio rolę lidera na Tour de France, które zaczyna się dopiero w lipcu. Dlatego też Rafał stopniowo wchodzi w sezon i na fajerwerki przyjdzie jeszcze czas. A jeśli ktoś czuł się w jakimkolwiek stopniu rozczarowany po królewskim etapie na Terminillo, to Rafał dzień później pokazał, że wszystko zmierza we właściwym kierunku, nadając mocne tempo na wymagających podjazdach w końcówce etapu do Fermo. On sam również jest zadowolony i tego się trzymajmy.

- Z wyścigu jestem dość zadowolony, szczególnie z pracy drużynowej i tego jak działaliśmy jako team. Moja forma na ten moment jest niezła, ale wiem że muszę jeszcze pracować nad kilkoma elementami, żeby być gotowym na Tour. Jestem jednak spokojny, bo wiem że mój organizm rozkręca się wraz z sezonem i wczesne wejście z wysoką formą mi nie służy. Przede mną odpoczynek i solidne treningi do kolejnych wyścigów! - powiedział kolarz Bora-hansgrohe.

O Michale i Rafale można gadać dużo, ale w kontekście ostatniego dnia Tirreno-Adriatico należy wspomnieć również o jeszcze jednym naszym rodaku, Macieju Bodnarze. Trzeci z naszych krajanów z Bory cały tydzień ciężko tyrał, głównie na rzecz Petera Sagana, ale dziś miał szansę pojechać swoje i zrobił to znakomicie, zajmując 6. miejsce w próbie jazdy na czas. Jakby nie patrzeć, swojej koronnej konkurencji.



Fot. RCS Sport / La Presse


Gdzie ci Włosi?

Włoskie media, a za nimi i kibice, zaczęli wszczynać powoli alarm co do słabej formy swoich największych gwiazd. Podnieśli go już po Strade Bianche, gdzie po raz pierwszy w historii w czołowej dziesiątce zabrakło reprezentanta gospodarzy. Na Tirreno-Adriatico w tej kwestii zbyt wiele się nie poprawiło. Honor Włochów uratował Domenico Pozzovivo, który rzutem na taśmę po finałowej czasówce wskoczył do czołowej dziesiątki. A największe gwiazdy? Nibali narazie szuka formy... a raczej, jak sam przyznaje, sposóbu na pozbycie się jeszcze kilku kilogramów. Aru z powodów zdrowotnych wycofał się jeszcze w trakcie wyścigu. Jakby na to nie spojrzeć to Włosi powodów do radości na razie nie mają. I zapowiada się na to iż o radość ciężko może być podczas sobotniego, domowego monumentu. Miejmy nadzieję iż na Giro gospodarze będą prezentować się tak jak przystało.

Leci Roglic, leci

Zaskakiwać nie przestaje Primoż Roglic. W dniu, w którym jego byli konkurenci rywalizowali na skoczni w Lillehammer, Słoweniec po raz pierwszy w swojej nowej, kolarskiej karierze zajął miejsce w TOP5 wyścigu z kalendarza WorldTour. Konkretnie czwarte, choć do podium zabrakło tylko dziewięciu sekund. Początek sezonu kolarz LottoNL-Jumbo ma naprawdę imponujący i z zainteresowaniem będziemy przyglądać się kolejnym startom Słoweńca.

- Jestem zadowolony z mojego występu, ale i jazdy całego zespołu. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty, abym mógł zakończyć wyścig na czwartym miejscu. Możemy być z tego dumni - podsumował start we Włoszech.