pro-cycling.org

Z notatnika kolarskiego - Anna Szafraniec


Imię i nazwisko: Anna Szafraniec
Data urodzenia: 16 lutego 1981 r.
Miejsce urodzenia: Myślenice
Wzrost: 168 cm
Waga: 53 kg
Początek kariery zawodowej: 1995 rok
Pierwszy trener: Józef Tylek
Poprzednie kluby: Iskra Głogoczów, RMF FM Coca-Cola Kraków
Aktualny klub: Halls MTB Professional Team
Przebieg sezonu 2006:
7. Mistrzostwa Świata (Nowa Zelandia)
5. Mistrzostwa Europy (Włochy)
3. Mistrzostwa Polski na szosie
2. Skoda Grand Prix MTB
1. Skoda Auto GP - Polanica Zdrój
1. Skoda Auto GP - Sławno
1. Mistrzostwa Polski w Dusznikach Zdroju


2 kwietnia 2008 r.
Praktycznie zgrupowanie w Sierra Nevada można uznać za zakończone. Czekają mnie jeszcze tylko dwie przejażdżki - w środe i czwartek, natomiast w piątek wczesnym świtem udajemy się na lotnisko do Granady i rozpoczynamy podróż do Warszawy ktora zakończy sie około 20h:/ Podsumowując zgrupowanie, to było ciężkie. W moim przypadku dodatkowo ciężkie ze względu na chorobę, która ciągnęła się przez 2 tygodnie uniemożliwiając mi w 100% wykonanie planu treningowego ale odrazu wpadło mi odpowiednie powiedzenie dotyczące tych trudów - JEŚLI IDZIE ŁATWO STRZEŻ SIĘ - MOŻE SCHODZISZ W DÓł:) Więc sobie tłumaczę to tak: jeśli jest ciężko to znaczy, że wspinam się na górę... oby górę zwycięstw:) Na szczęście w drugiej części obozu udało mi się już solidnie potrenować zarówno na szosie jak i w terenie śmigając po trasie MŚ z 2000 roku. Troszkę podszlifowałam siłe, technikę na zjazdach jak i jazdę w strefie tętna pod progiem beztlenowym. Mam nadzieję, że to wszystko zaprocentuje na wyścigach, które zbliżają się dużymi krokami. Niewątpliwie najbardziej zależy mi na ME i MŚ, bo po nich Trener wyznaczy dwie zawodniczki, które polecą na Igrzyska do Pekinu, dlatego moja uwaga jest skupiona właśnie na tych dwóch imprezach, a wszystkie starty po drodze potraktuje jako szlifowanie formy.

12 marca 2008 r.
Już tydzień przebywam na zgrupowaniu wysokogórskim w Sierra Nevada. Ten czas był głównie poświecony na aklimatyzacje, lekkie treningi, sesje zdjęciowe oraz nagrywanie filmu o grupie. W zasadzie od dzisiaj rozpoczynamy ciężkie treningi polegające na budowaniu siły i wytrzymałości specjalnej. Niestety od kilku dni walczę z silnym bólem gardła, któremu towarzyszy kaszel i ogólne osłabienie organizmu. Na szczęście dzisiaj jest lepiej więc wyruszam na trening którego długość i intensywność będzie uzależniona od samopoczucia. Do końca marca będziemy przebywać właśnie tutaj a potem po przylocie do Polski czekają nas 2 klasyki na szosie i jedna etapówka. A od 20.04 rozpoczynamy poważne ściganie na PŚ, ME i MŚ.

29 lutego 2008 r.
Wczoraj [27.02] wieczorem wróciłam do domu ze zgrupowania na Gran Canarii. Podsumowując: pogoda dopisywała nam praktycznie przez cały pobyt. Dosłownie trzy razy może wróciłam mokra z treningu. Zrobiłam sporą bazę wytrzymałości tlenowej jak i wytrzymałości siłowej. Wracam ze świadomością dobrze przepracowanego miesiąca. Niestety w domu zabawie tylko 2 dni, gdyż już w sobotę z samego rana rozpoczynamy 2-dniowe zdjęcia w Kielcach do plakatów, folderów i kalendarza. Następnie w poniedziałek odbędziemy comiesięczne badania wydolnościowe w W-wie, a już we wtorek wylatujemy na trwające prawie miesiąc zgrupowanie wysokogórskie w Sierra Nevada.

Marzec od samego początku zapowiada się bardzo pracowicie. Najbardziej martwi mnie fakt, że tak krótko będę w domu a nie ukrywam że bardzo potrzebuję odpoczynku w gronie najbliższych. Niestety jest to rok olimpijski i wszyscy musimy sprężyć się na maksimum, zapominając o przyjemnościach. Oby tylko to zaprocentowało na Igrzyskach.

Kolejne wiadomości już z Sierra…

19 lutego 2008 r.
Witam z ciepłej i słonecznej wyspy!

Na wstępie chciałam podziękować za wszystkie życzenia urodzinowe, za pamięć i wiele otuchy oraz siły, które mi dostarczyły. Gdyby chociaż połowa się spełniła byłabym chyba najszczęśliwszą osoba na ziemi:) Miło wiedzieć, że ma się tylu znajomych, którzy pamiętają w tak wyjątkowych dniach. Jeszcze raz wielkie dzięki.

I oczywiście serdeczne podziękowania dla redakcji PRO-CYCLING za życzenia:)

Krótko o zgrupowaniu - od dzisiaj [tj. 19 luty] pozostało jeszcze 9 dni do wylotu do Polski. Pogoda sprzyja budowaniu formy, dzięki czemu możemy w ciepełku trenować. Co drugi dzień śmigamy po górkach, które są tu bardzo długie i strome, a co drugi dzień łapiemy troszkę tempa na płaskich odcinkach. Muszę przyznać, że juz ostro odczuwam zmagania treningowe, ale to dobrze, bo jak często z uśmiechem powtarzam - jak boli to znaczy, że rośnie… mam na myśli oczywiście formę:) Niestety mam bardzo ograniczony dostęp do netu, więc na razie krótka notka. Jak wrócę do domu to obiecuje zdać obszerną relację z obozu treningowego na Wyspach Kanaryjskich.

24 stycznia 2008 r.
Dzisiaj [tj. 23 stycznia] zakończyłam zgrupowanie w Zakopanem, które trwało dwa i pół tygodnia. W tym czasie wykonałam dużą prace na nartach biegowych, rowerze i siłowni. Trener zaaplikowałam nam naprawdę ciężkie i długie treningi, na których musiałam ostro walczyć z psychiką żeby wszystko solidnie wykonać, a nie było to łatwe zadanie. Dobrze, że nasz niezastąpiony Mario-Maser dbał o regeneracje naszych sił na odnowie biologicznej, dzięki czemu zniosłam wszystkie obciążenia treningowe. Ogólnie nasz Masero jest bardzo pozytywna osóbką w ekipie i wprowadza super atmosferkę, a jak wiadomo dobra atmosfera to podstawa wszystkiego :)! Teraz czeka mnie jeszcze kilka ciężkich treningów, które mam do wykonania w domu. Potem tydzień złapania oddechu i świeżości, a 5.02 kolejne badania wydolnościowe w Warszawskim Comsie. Tam wyjdzie co wytrenowałam w Zakopanem i co jeszcze muszę poprawić na kolejnym zgrupowaniu, które tym razem będzie w ciepłym klimacie na Wyspach Kanaryjskich. Potrwa równe 3 tygodnie, więc znów czas ciężkiej wytężonej pracy nie tylko fizycznej, ale też psychicznej:)

A teraz zabieram się za rozpakowanie walizek po zgrupowaniu, bo trochę tego w pokoju mam:/

8 grudnia 2007 r.
Tydzień temu wróciłam z kilku dniowego zgrupowania w Ciechocinku. Czas ten poświęciłam na zabiegi lecznicze i oczyszczenie organizmu za pomocą maszyny zwanej "Body detox":) Nie do końca jestem przekonana do jej skuteczności ,ale jedno jest pewne na pewno mi nie zaszkodziło:) Od początku grudnia rozpoczęłam systematyczne treningi, polegające na razie na przygotowaniu mojego organizmu do ciężkiej pracy jaka rozpocznę już na początku stycznia. Już można powiedzieć na tradycyjnym obozie w Zakopanem:) W tym sezonie Trener ostro się za nas chce zabrać gdyż jak zobaczyłam plan wyjazdów to jeden wniosek mi się nasunął - O DOMKU MOGĘ ZAPOMNIEĆ:(( Tak jak wcześniej napisałam w styczniu czeka nas 3 tygodniowe zgrupowanie w Zakopanem, w lutym 3 tygodniowe zgrupowanie na Wyspach Kanaryjskich a marzec został praktycznie cały przeznaczony na wysokogórski obóz w Sierra Nevada. Potem już okres startowy:/ Będzie ciężko, ale skoro do tej pory jakoś dawałam radę, to tym razem też powinnam znieść trudy sezonu 2008. Naszczęście moje ulubione święta Bożego Narodzenia spędzę w domku z moją najbliższą Rodzinką:)

21 listopada 2007 r.
Ostatnie dni wakacji…

Pomału czas błogiego nic nie robienia dobiega końca, niestety. Dlaczego ten czas tak szybko upływa? Co dopiero pamiętam jak nie mogłam się doczekać kiedy nastanie czas jesiennego odpoczynku, a już on się kończy. Nie wszystkie plany udało mi się zrealizować które sobie wyznaczyłam na czas "wakacji", ale i tak jestem zadowolona z tego gdzie udało mi się wyjechać i z kim spotkać:) Od 24.11 do 2.12 wyjeżdżam z kadrą na zgrupowanie lecznicze do Ciechocinka, gdzie będziemy odnawiać i regenerować nasze organizmy aby w pełni sił przystąpić do solidnych przygotowań do sezonu olimpijskiego. Jeszcze nie wiem jak one będą wyglądać, gdzie będą zgrupowania ile będą trwały, ale zapewne w Ciechocinku. Trener przedstawi nam program przygotowań. Teraz mam zamiar jeszcze na maksa wykorzystać ostatnie dni relaksu, potem w piątek pakuje walizkę i w sobotę wyruszam do Ciechocinka. Zapewne po powrocie zdam raport co działo się ciekawego.

16 października 2007 r.


źr. www.interia.pl


Wczoraj [15.10] w nocy wróciłam z ostatniego wyścigu w tym sezonie. Był to bardzo wysoko punktowany wyścig we Francji i bardzo dobrze obsadzony. Na starcie stanęło 150 kobiet, w tym prawie cała czołówka światowa. Zapewne wyniki są już znane - Majka była 2., ja 4., a Magda 20. Dorzuciłyśmy do swojego dorobku punktowego kwalifikacji olimpijskiej sporą ilość punktów i możemy być spokojne, że na pewno w przyszłym roku Polska będzie mogła wystawić maksymalną ilość zawodniczek, czyli 2 na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Ogólnie jestem zadowolona z tego wyścigu i z dobrym nastrojem mogę zakończyć ten sezon:)

Kilka słów podsumowujących rok 2007. Nie mogę powiedzieć, że był to dla mnie bardzo udany sezon, ale też nie mogę narzekać. 7 miejsce na MŚ, tytuł górskiej Mistrzyni Polski na szosie, Mistrzostwo Polski w maratonie, 2. miejsce na MP MTB, 2. miejsce w „generalce” cyklu Skoda Auto Grand Prix Czesława Langa oraz 8. miejsce na rekonesansie przedolimpijskim świadczą o tym, że ten sezon nie był taki zły w moim wykonaniu. Oczywiście moje cele były dużo większe, ale niestety w sporcie tak bywa. Nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli. Nie ma co ukrywać że najważniejszym sezonem będzie ten nadchodzący - olimpijski. Będzie to niezwykle ciężki sezon. Myślę, że przede wszystkim trzeba będzie być mocnym psychicznie, bo jak wiadomo głowa to podstawa.

Póki co jednak trzeba skupić się na odpoczynku, jak najlepszym zregenerowaniu sił i nabraniu mobilizacji na następny sezon. Do końca października mam w planie co drugi, trzeci dzień kręcić delikatnie na rowerze, a listopad przeznaczam na typowy relaks. Spotkania ze znajomymi, jakieś sympatyczne wypady weekendowe, ogólnie robić to na co przyjdzie mi ochota:) Postaram się nie popaść w sen zimowy i co jakiś czas pisać co u mnie. Mam nadzieje że będzie o czym pisać.

25 września 2007 r.
Dzisiaj o 1h w nocy po długiej męczącej podróży trwającej 24h dotarłam do mojego ulubionego miejsca na świecie czyli domku :)

Z Pekinu przywiozłam kilka wspomnień i wiele sportowego doświadczenia. Na początku kilka słów o samym wyścigu. Tak jak można było się spodziewać wyścig był morderczy. Startowałyśmy o 11h i miałyśmy do pokonania 7 rund. Wystartowałam bardzo dobrze, jechałam na 3 pozycji tuż za Chinką i Norweżką Byberg. Niestety moje szczęście nie trwało długo bo w połowie pierwszego okrążenia dopadła mnie jakaś kolka, skurcz żołądka czy coś w tym stylu. Ból był taki dokuczliwy że w głowie kotłowała mi się jedna myśl - zejść z trasy. Mijały mnie kolejne zawodniczki. Dopiero na 3 okrążeniu nasz niezastąpiony Masero wiedząc o mojej dolegliwości podał mi na bufecie nospę. Po kilku minutach ból ustąpił i w końcu mogłam normalnie jechać, ale niestety czołówka była już nie do doścignięcia. Ostatecznie wyścig ukończyłam na 8 miejscu co uważam za dobry wynik. Majka była 6 a Magda 9 czyli cała nasza "trójca"zameldowała sie w czołówce:) Na pewno każda z nas ma swoje przemyślenia co do trasy, warunków panujących i własnego samopoczucia na wyścigu.

W niedziele z całą ekipą wybraliśmy się na targ z pamiątkami a potem na zwiedzanie muru chińskiego czyli mieliśmy sympatyczny dzionek turystyczny:)A poniedziałek z samego ranka wyruszyliśmy w długa podróż do Polski.

Co do moich planów startowych to miałam w najbliższy weekend wystartować w ME w maratonie które odbędą się w Niemczech ale ze względu na kiepskie samopoczucie i dające mi ostro w kość zmęczenie stwierdziłam po konsultacji z trenerem że lepiej jak ten start sobie odpuszczę zregeneruje siły i postaram się powalczyć o punkty do kwalifikacji
olimpijskich na wyścigu E1 który odbędzie się 6.10 w Holandii i tydzień później na wysoko punktowanym wyścigu HC we Francji.

21 września 2007 r.
Dzisiaj wraz z Majka i Magda byłam na oficjalnym treningu na trasie olimpijskiej. Różnie sobie ja wyobrażałam a okazała sie zwykłą trasa.Typowy interwal z licznymi krótkimi zjazdami i podjazdami, jakby to powiedzieć non stop trzeba iść na pełnym ogniu :) Nie ma chwili wytchnienia, złapania oddechu,odpoczynku. Na pewno wyścigi na niej będą bardzo ciężkie. Ogólnie nie jest to typ trasy, za która przepadam ale nie ma co marudzić tylko odpowiednio pod ten profil trenować i powinno być dobrze :) Grunt to optymizm i wiara w sukces :)! Jak na razie poza hotelem w którym mieszkamy i trasa olimpijska nic nie udało nam sie zobaczyć, ale zapewne po wyścigu, który jest w sobotę wybierzemy sie na zwiedzanie muru chińskiego i jak czas pozwoli innych atrakcji Pekinu. Do Polski wracamy w poniedziałek wiec mamy jeszcze cala niedziele na zwiedzanie. Chińczycy bardzo sumiennie podeszli do tego rekonesansu,wszystko jest przygotowane profi, gdyby nie data ze mamy rok 2007 a nie 2008 pomyślałabym ze za 2 dni mam start olimpijski :)

Myślę ze zobaczenie tej trasy rok przed igrzyskami jest bardzo ważne, przynajmniej wiadomo jak należy sie do niej przygotować fizycznie,na czym skupić najbardziej, co będzie miało kluczowe znaczenie.

Pozdrawiam z kraju skośnookich :)

19 września 2007 r.
Kilka słów o PŚ w Słowenii, na którym zajęłam 16 pozycję. Trasa bardzo techniczna, którą należało dobrze objeździć, aby na niej pomykać. Niestety tego czasu nie było zbyt wiele a i siły po MŚ kompletnie niezregenerowane. Udało mi się w sumie przejechać 4 rundy, a to było zdecydowanie za mało. Na wyścigu popełniałam błąd za błędem, każdy korzeń (a było ich mnóstwo na każdej rundzie) sprawiał mi problem i wybijał z
rytmu, czego nie można było powiedzieć o moich rywalkach, które po prostu płynęły po tych korzonkach. Standardowo nadrabiałam na podjazdach i wszystko traciłam na zjazdach. Jak widać mieć "pod nogą" to połowa sukcesu - druga połowa to mieć trasę objeżdżoną maxymalnie i nie popełniać błędów technicznych. Kolejne wnioski na przyszłość i nauczka.
W niedziele późnym popołudniem dotarłam do domku, niestety nie na długo, bo już we wtorek wczesnym popołudniem wylatuje na rekonesans przed-olimpijski do Pekinu. Jestem ciekawa, co tam Chińczycy wymyślili za traskę. Zapewne jak wrócę to napiszę raport z pobytu u skośnookich:) Jestem już bardzo zmęczona fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie tym sezonem. Marzę już tylko o odpoczynku i jakiś fajnych wczasach w towarzystwie moich znajomych i najbliższych. Tylko myśl o tym pozwala mi jeszcze jakoś się zmobilizować i sprężyć przed kilkoma startami, które jeszcze zaplanował nam trener.
Póki co, zabieram się za pakowanie walizki do Pekinu:/

11 września 2007 r.
Korzystając że w końcu mam dostęp do internetu chciałam napisać kilka słów o minionych MŚ. Powinnam napisać że jest super że jestem bardzo zadowolona i w ogóle ale tak do końca nie jest. Wiem że 7 miejsce na MŚ to bardzo dobry wynik ale mały niedosyt pozostał. Byłam na prawdę w bardzo dobrej dyspozycji, pod górę czułam że noga kręci się bardzo lekko ale niestety to co nadrabiałam na podjazdach traciłam na zjazdach:/Ktoś kto mnie zna pomyśli jak to przecież zjazdy były zawsze moja mocną stroną i tak w sumie jest ale nie tym razem. Tego dnia rower nie chciał współgrać ze mną. Gumy ześlizgiwały mi się z każdego kamienia, na każdym zakręcie (a było ich bardzo dużo na każdym okrążeniu)musiałam praktycznie zwalniać do zera i tym sposobem moje konkurentki które zjeżdżały wyśmienicie dochodziły mnie w oczach na zjazdach a te które zaczynały zjazd tuż przede mną znikały mi z pola widzenia w zastraszającym tempie. Szkoda bo mogło być dużo lepiej. Ale co tam kolarstwo nie kończy się na tych MŚ. Jedno co sobie uświadomiłam to to że stać mnie na walkę z czołówką światowa i zajmowanie wysokich lokat. Do środy jestem w W-wie, potem wylatujemy na PŚ do Słowenii. Długo prosiłam Trenera abym mogła na czas TDP zostać w Polsce i dopingować mojego faworyta (wtajemniczeni wiedzą o kim mowa) ale niestety nie udało mi się to:(Nie ukrywam że będąc w Słowenii myślami będę na trasie TDP i z niecierpliwością będę oczekiwać na jakiekolwiek informacje o przebiegu rywalizacji.

Tymczasem mocno zaciskam kciuki bo właśnie rozpoczął się 3 etap.

Pozdrawiam i zachęcam do dopingowania wszystkim Polakom startującym w 64
TDP.

3 września 2007 r.
Z wielką radością wracałam wczoraj do domu z górskich MP na szosie gdzie wywalczyłam tytuł Mistrzyni Polski.Byłam bardzo ciekawa swojej formy na tydzień przed MŚ i jak się wczoraj okazało jest dobrze a nawet bardzo dobrze. Kobiety miały do pokonania 87km (3x25km na górzystej rundzie + 12km dojazdu do mety płaskiego). Już pod pierwszy podjazd pociągnęłam mocniej i jak się okazało na szczycie na kole pozostała mi tylko Madzia Sadłecka, Magda Zamolska i Agnieszka Ryczek. Ze zjazdu i na płaskim pracowałyśmy wspólnie w mocnym tempie aby powiększyć przewagę nad resztą peletonu. Zaczął się następny podjazd gdzie również nadałam mocne tempo.Niestety moje współtowarzyszki ucieczki również nie przetrzymały narzuconego tempa i samotnie musiałam uciekać. Nie był to idealny układ, gdyż samotna ucieczka przed goniącym peletonem nie jest łatwą sprawą szczególnie że do mety pozostało jeszcze 75km. Pracowałam w równym mocnym tempie systematycznie zwiększając przewagę nad resztą zawodniczek.

Sędzia co jakiś czas podawał mi komunikat o wielkości przewagi. 10km do mety miałam ponad 3 minutową przewagę nad goniącą mnie dwójką, w której była Magda Sadłecka i Basia Gromaszek z Darłowa. Na metę wjechałam bardzo szczęśliwa - zostałam Mistrzynią Polski i do tego czułam że moja noga kręci się naprawdę super co jest bardzo dobrym prognostykiem przed MŚ mtb :) Również Madzia Sadłecka wracała z dobrym nastrojem gdyż wywalczyła brązowy medal co też świadczy o jej dobrej formie i napawa optymizmem
przed MŚ.

Tak jak pisałam dzisiaj po przejażdżce wraz z Magdą wyruszamy pociągiem do W-wy, jutro z samego rana badania wydolnościowe w COMSie i o 12h wylot do Szkocji. Jeśli będzie internet w hotelu postaram się napisać coś przed mistrzostwami.

29 sierpnia 2007 r.
Kilka słów o zakończonych MP w kolarstwie górskim. Niestety nie udało mi się obronić tytułu z zeszłego roku. Przegrałam co prawda z faworytką do zwycięstwa Majką Włoszczowską ale gdzieś tam po cichu wierzyłam w zwycięstwo, może za słaba była ta wiara?! No nic za rok czas na rewanż :)

W poniedziałek wróciłam do domu ale nie na długo bo już w piątek wyruszam razem z Madzią Sadłecką do Wysowej gdzie w sobotę będziemy mogły ostatni raz przed MŚ sprawdzić swoje siły podczas rozgrywanych Górskich Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym.Sama jestem ciekawa rywalizacji.Niestety w liczebnej ilości będziemy bardzo osłabione jako grupa Halls na trasie ale mam nadzieje, że forma będzie na tyle wysoka że jedna z "cukierków"sięgnie po jakiś krążek a najlepiej złoty:)

W niedziele przemieszczamy sie z Magda do W-wy gdzie w poniedziałek z samego rana przejdziemy badania wydolnościowe i prosto z nich udamy się na lotnisko z którego o 12h wylecimy na MŚ do Szkocji. Moje odczucia co do aktualnej formy są raczej dobre,nie jest to to co bym chciała aby było ale nie jest złe.Do MŚ pozostało 1.5 tygodnia,czyli naprawdę mało czasu. Postaram się napisać kilka słów po MP.

22 sierpnia 2007 r.
Pomimo uporczywego kaszlu, kataru i osłabienia zdecydowałam, że wystartuje w etapówce DZT. Praktycznie cały piątek przewegetowałam w pokoju, próbując się wyleczyć. Niestety nie udało się zwalczyć wirusa, ale czułam się na tyle lepiej żeby stanąć na starcie. Na kryterium miałyśmy wytyczone zadania przez trenera. Głównymi aktorkami miały być Majka i Olka. Wszystko poszło zgodnie z planem. Olka wygrała Majka była 3, a mi udało się zafiniszować i byłam 3 z grupy (jak dla mnie to sukces gdyż ściganie na szosie nie należy do moich mocnych stron).

Sobotni etap był bardzo ciężki, rozgrywany na górzystej rundzie. Oczywiście zadania były jasne - zachować koszulkę liderki. Przez etap dostawałyśmy informacje przez radio od trenera. Na 6 rundzie dostałam polecenie żeby nadać bardzo mocne tempo pod górkę, która Majka miała mocno zaakcentować. I tak też się stało. Nadałam na tyle ostre tempo, że gdy Majka wyszła przed szczytem górki na kole została jej tylko Gosia Jasińska i we dwie odjechały, a ja z Olką miałyśmy kasować wszystkie ewentualne próby gonitwy Majki. Na następnym okrążeniu doszłyśmy Jasinska, która nie wytrzymała tempa Majki. I tym sposobem Majka wygrała 2 etap, Olka zafiniszowała na 3 pozycji a ja kolejny raz byłam 6:)

Znów grupa Halls miała powody do świętowania:) Ostatni etap był płaski. Założenia: obronić pierwszej i drugiej pozycji w generalce. Pomimo licznych prób ataków z peletonu cała grupa dojechała do mety i na finiszu rozegrała się walka o lokaty na etapie gdzie również Hallsy pokazały klasę. Majka była 2, a Olka 3. Później pozostało już tylko świętowanie zwycięstw. Mnie cieszy fakt, że pomimo niedyspozycji zdrowotnej noga całkiem dobrze kręciła i udało się solidnie potrenować. Teraz 2 dni odpoczynku:) Potem koncentracja przed MP MTB, gdzie będę walczyć o obronę tytułu z zeszłego roku.

18 sierpnia 2007 r.
Kolejny raz muszę przeprosić za dłuższą przerwę w uzupełnianiu notek w moim dzienniku treningowym. Niestety dopiero od dzisiaj mam dostęp do internetu, więc mogę nadrobić zaległości.

Kilka słów o tym co się u mnie działo. Wczoraj [17 sierpnia] zakończyłam 2.5 tygodniowe zgrupowanie na Zieleńcu, gdzie przy okazji walki z przeziębieniem
starałam sie zbudować formę. Wszystko ku temu sprzyjało - warunki atmosferyczne, tereny do trenowania, sympatyczny hotel. Tylko jedno ogniwo psuło wszystko, mianowicie ciągnące sie przeziębienie każdego dnia atakujace w inny sposob. Z tego powodu byłam zmuszona odpuścić sobotni maraton. Pózniej wydawało mi się, że jest już lepiej więc z częścią kadry wystartowałam w maratonie w Szklarskiej Porębie, który wygralam na dystansie 56km. Byłoby super gdyby nie to, że wirus powrócił z podwójna siłą. Dzisiaj [17 sierpnia] powinnam o 20h stanąć na starcie kryterium ulicznego stanowiącego pierwszy etap wyscigu kolarskiego DZT. Jak na razie leżę w łóżku łykając kolejne porcje aspiryny z witaminą C i syropu. Mam nadzieję, że do 19h chociaż trochę poczuję się lepiej i uda mi się wystartować. Ten wyścig jest bardzo ważnym elementem przygotowawczym do MŚ, które są już tuż tuż. Mam nadzieję, że kolejne informacje będą bardziej optymistyczne.

1 sierpnia 2007 r.
Kilka słów co u mnie się działo i co dziać się będzie w najbliższym czasie. Po ME tak jak wcześniej pisałam zrobiłam sobie tygodniową przerwę od roweru. W tym czasie rozkoszowałam się obecnością najbliższych czyli mojej Rodzinki. Najwięcej czasu spędzałam z moja Mamą, której najbardziej mi brakowało na wyjazdach. Dzięki temu udało mi się odpocząć fizycznie, a przede wszystkim psychicznie. Ten pobyt w domu był dla mnie świetnym relaksem. W miniony weekend startowałam na MP w maratonie, które odbyły się w Wałbrzychu. Trasa liczyła 100km. Jechałam na te mistrzostwa z dużymi obawami czy uda mi się dojechać do mety, gdyż nie pamiętam kiedy przejechałam trening dłuższy niż 3h, a dystans 100km w terenie zapowiadał się na co najmniej 4h jazdy na maksymalnych obrotach. Więc tym większa była moja radość z obronionego tytułu z zeszłego roku. Nie ukrywam, że ten wyścig podbudował moje morale i dodał pewności siebie:) Zaraz po mistrzostwach udałam się na Zieleniec, gdzie z cała kadra będziemy na zgrupowaniu do 16.08. Później udamy się do Wałbrzycha, gdzie będziemy startować w wyścigu etapowym DZT, a tydzień później MP MTB w Szczawnie Zdrój. Mam nadzieje ze pobyt w Zieleńcu zaprocentuje podobnymi wynikami jak w zeszłym roku:)

12 lipca 2007 r.
Kolejny powiew pesymizmu

Tak jak wcześniej zapowiadałam, pisze moje odczucia po zapoznaniu z trasą ME. Niestety nic pozytywnego o tej trasie nie mogę napisać:/ Upał, piach, głazy i totalny brak tlenu. Gorszych warunków do ścigania nie można sobie wymarzyć. Do tej pory krążyła opinia że na Olimpiadzie w Atenach były bardzo ciężkie warunki pogodowe ze względu na panujący skwar. Teraz można powiedzieć że Ateny to nic w porównaniu z Turcją. Dzisiaj jeżdżąc po trasie zastanawiałam się ilu zawodników dotrze do mety w poszczególnych kategoriach wiekowych. Ciężko słowami opisać to co się odczuwa jeżdżąc po tak ciężkiej trasie w takim upale, zrozumie to tylko ten kto doświadczył to na własnej skórze. Jutro pierwszy start z którym wiążemy duże nadzieje medalowe czyli wyścig drużynowy. Skład drużynki jest naprawdę bardzo mocny i dobrany najbardziej optymalnie. Myślę, że jeśli nic złego nie przydarzy się na trasie będziemy mogli cieszyć się z pierwszego miejmy nadzieje nie ostatniego medalu na tych mistrzostwach.

10 lipca 2007 r.
Po dłuższej przerwie daje oznaki życia:) Niestety jak na razie nie mogę pochwalić się żadnym dobrym wynikiem na "podwórku światowym", jak to się mówi cały czas "mam pod górkę":/ Aktualnie przebywam w Turcji gdzie 15. lipca czekają mnie Mistrzostwa Europy. Niestety jestem bardzo pesymistycznie nastawiona do tego startu, chyba jeszcze nigdy tak kiepsko nie czułam się przed impreza mistrzowską. W tym roku wybitnie potrzebuję wakacji i kilku dni bez roweru. Dlatego zaraz po ME odstawiam rower "w kąt" i ładuje akumulatory na drugą część sezonu.

Kilka słów o ME. Na miejsce dotarliśmy w poniedziałek późnym wieczorem. Przywitała nas upalna aura. Aktualnie jest koło 32 stopni. Jutro wybieramy się zapoznać z trasą, z tego co wiadomo to runda ma około 7 km i jest na odsłoniętym terenie, więc zapowiada nam się wyścig na pustyni :/

Dzisiaj wyczytałyśmy, że główna faworytka do zwycięstwa Gunn Rita Dahle nie wystartuje gdyż od 5 tygodni boryka się z poważnymi problemami żołądkowymi. Następną faworytką była zeszłoroczna Mistrzyni Europy Marga Fullana, ale niestety będąc dzisiaj na objeździe trasy prawdopodobnie złamała rękę i tez zabraknie jej na linii startu:/ Grono faworytek z dnia na dzień się uszczupla. To na razie tyle wieści z upalnej Turcji. Postaram się zamieścić kolejna notkę po zapoznaniu z trasa i może z kolejnymi ciekawostkami:)
.

8 maja 2007 r.
W końcu zwycięstwo. Muszę przyznać że wyścig w Szczawnie nie należał do łatwych. Po kiepskim występie w Chodzieży obawiałam się kolejnego wyścigu szczególnie że cały czas czuję się bardzo średnio a do formy daleka droga. Na szczęście nie było aż tak źle jak przypuszczałam, wygrałam i to nie z byle kim tylko Mają Włoszczowską:) Od początku wyścigu narzuciłyśmy bardzo mocne tempo i w sumie walka toczyła się tylko między nami. Kluczowym momentem był jeden z podjazdów na ostatniej rundzie, powiedziałam sobie teraz albo wcale, nie mam nic do stracenia. Nacisnęłam na pedały zagryzając zęby i udało się - WYGRAŁAM. Wyścig kosztował mnie wiele sił dlatego głównym zadaniem na ten tydzień postawiłam sobie odpoczynek i relaks. Juz w sobotę kolejna edycja Grand Prix tym razem w stolicy czyli w Warszawie. Mam tylko nadzieje że trasa choć trochę będzie przypominała kolarstwo górskie, a nie jak w Chodzieży przełaj.

25 kwietnia 2007 r.
W poniedziałek po 9h podróży dotarłam do swojego ulubionego miejsca na świecie, czyli domu. Czas podsumować pierwszy PŚ. Wniosek jeden który nasuwa się jako pierwszy - Chinki idą jak samochody wyścigowe. To co pokazały w Belgii było niesamowite. Potężna moc w nogach, twarda psychika i jasno określony cel - WYGRAĆ!!! Teoretycznie nie pokonana Gunn Rita Dahle musiała uznać wyższość Chinki. Zastanawia mnie tylko, czy na następnych PŚ też będzie musiała znosić smak porażki?! Jeśli chodzi o występ Polaków to był jaki był. Nie ma co patrzeć w przeszłość tylko skupić na jak najlepszym przygotowaniu na kolejne starty. Pierwsze spostrzeżenia i wnioski już zostały wysunięte podczas analizowania naszego występu z trenerem. Teraz czas na pojęcie działań i nadzieja na lepszy występ na kolejnym PŚ już za miesiąc. Teraz czeka nas 4 tygodnie ścigania na Polskim podwórku czyli cykl wyścigów Skoda Auto Grand Prix Czesława Langa.

19 kwietnia 2007 r.
Dzisiaj wykonaliśmy ostatni trening na wysokości. Jutro po śniadaniu wyjeżdżamy do Malagi, potem samolotem do Belgii. Na miejscu przejażdżka i tak upłynie jutrzejszy dzień. Praktycznie cały w podróży:/ Sobota to dzień zapoznania z trasą wyścigu, regeneracja i oczekiwanie na niedziele gdzie czeka nas pierwsze starcie z obsadą światową. Wszyscy zastanawiamy się jak to będzie, jak zadziała na nas zgrupowanie wysokogórskie itp. Oczywiście jesteśmy dobrej myśli, ale zdajemy sobie sprawę, że różnie to może być. Na szczęście jest początek sezonu, więc jeszcze wiele startów przed nami. Zgrupowanie w Sierra Nevada trwające 1,5 tygodnia niezmiernie szybko mi zleciało. Trening, a potem nadrabianie zaległości internetowych i „pogaduchy” ze znajomymi na gg:) Oczywiście masaże i odnowa biologiczna w postaci sauny i wanny z hydromasażem także wypełniały mi sporą część dni:)Umykam dopakować walizki, bo czasu pozostało niewiele.

15 kwietnia 2007 r.
Pierwszy tydzień zgrupowania wysokogórskiego mam za sobą. Niestety przez chwilowe przeziębienie i totalne osłabienie organizmu nie poleciałam na puchar Hiszpanii MTB i niestety nie przepaliłam nogi przed PŚ w belgijskim Houffalize który jest za równy tydzień:/ Mam tylko nadzieję że nie wpłynie to zbytnio na wynik. Jak na razie moja forma jest średnia jak to bywa co roku na początku sezonu. Myślę, że po kilku startach złapie tempo wyścigowe i będzie dobrze. W Sierra niestety pogoda nas nie rozpieszcza. Aktualnie za oknem nic nie widać gdyż tak jak od początku pobytu tutaj wszystko przysłoniła mgła. Mimo tych warunków pogodowych staram się trenować i budować formę. Zobaczymy co z tego wyjdzie:) Sprawdziany pod postacią wyścigów będą co tydzień więc na bieżąco będę widzieć jak moja dyspozycja. Cały czas mam nadzieje że ten szczyt przyjdzie na lipcowe ME a głównie na MŚ które są na początku września. Pozdrawiam i zapraszam do kolejnej relacji z przygotowań już niebawem.

12 kwietnia 2007 r.
Witam po długiej przerwie spowodowanej różnymi przyczynami technicznymi, raz brakiem Internetu a przede wszystkim awarią mojego kompa. Nie będę wracać do tego co się działo tylko napisze gdzie aktualnie przebywam i co robie:) Od poniedziałku jestem na zgrupowaniu wysokogórskim w Sierra Nevada w Hiszpanii. Niestety potwierdziło się, że pobyty na tak dużej wysokości znoszę bardzo ciężko. Pierwsze dwa dni to prawdziwa masakra. Cały wtorek przeleżałam z małą przerwą na przejażdżkę. Chyba nie było to najlepszym pomysłem, bo ledwo dotarłam do hotelu i ostatkiem sił wzięłam gorący prysznic. Dzisiaj już jest znacznie lepiej, ale myślę, że zupełna aklimatyzacja jeszcze trochę mi zajmie czasu:/ Zobaczymy co z treningami, bo na razie mój organizm nie jest gotowy na duże obciążenia. To tyle, kolejna dawka informacji w najbliższych dniach.

15 lutego 2007 r.
Moje życie od stycznia polega na ciągłym pakowaniu i rozpakowywaniu walizek. Tym razem walizkę spakowałam na 3 tygodniowy obóz na Cyprze, gdzie czekają mnie kolejne ciężkie treningi oraz 2 wyścigi. Jest to nowość, że tak wcześnie rozpoczynamy starty. Troszkę się ich obawiam, bo do tej pory treningi polegały raczej na bieganiu na nartach, marszobiegach, siłowni i sporadycznie rowerze. Mogę mieć tylko nadzieję. że zawodniczki które będą tam startowały, nie są w zbyt wysokiej formie:)

Z coraz cięższym sercem przychodzi mi wyjeżdżanie z domu. Nigdzie nie jest mi tak dobrze, jak właśnie w domu w otoczeniu najbliższych!

Jestem ciekawa jak wygląda Cypr gdyż tam jeszcze nigdy nie byłam. Mam nadzieję że trener zaplanował nam jakiś luźniejszy dzionek i znajdę trochę energii, aby poznać to miejsce. Na pewno podzielę się z Wami wrażeniami, jakie przywiozę z obozu na Cyprze.

11 lutego 2007 r.
Dzisiaj zakończyło się zgrupowanie w Zakopanem. Bardzo lubię to miasteczko. Powiem więcej, jest to moje ulubione miasto w Polsce, ale naprawdę już miałam dość tego zgrupowania. Obciążenia były tak duże że nawet mój żywiołowy temperament zmusił mnie do leżakowania pomiędzy kolejnymi treningami w ciągu dnia. Ostatni dzień zgrupowania postanowiłam mocno zaakcentować i z Zakopanego wróciłam na rowerze do domku:) Dystans może niewielki bo zaledwie 85km ale po takim zgrupowaniu z takimi obciążeniami to był naprawdę wyczyn:)

Kiedy już odliczałam ostatnie kilometry do domu złapałam jeszcze "kapcia" na którym pokonałam ostatnie 6km:/. Jednak mobilizację miałam ogromną -powrót do mojego ulubionego miejsca na świecie i widok najbliższych:) Teraz kilka dni relaksu psychicznego i fizycznego i znów pakowanie walizek tym razem na 3 tygodniowy obóz na Cyprze. Jeszcze przed wylotem czeka nas zwiedzanie fabryki Wedla i mam nadzieję degustacja tamtejszych smakołyków:)

24 stycznia 2007 r.
Już jesteśmy po sesjach zdjęciowych do folderów i widokówek oraz po nakręceniu filmiku o nowej grupie. Z niecierpliwością czekam na prezentacje naszej grupy, a bardziej może na zdziwione miny ludzi którzy pewnie będą zaskoczeni nowym sponsorem. Czytając opinie na Internecie w których są domysły kto jest tym nowym sponsorem śmiać mi się chce, bo już padają przeróżne pomysły:) W najbliższy piątek mamy kolejne badania wydolnościowe w Warszawie, po których udajemy się na zgrupowanie do Zakopanego gdzie czeka nas kolejna dawka morderczych treningów. Ufff już jestem zmęczona na samą myśl:)

W połowie lutego wylatujemy na Cypr gdzie będziemy mieć pierwsze starty. W tym roku wyjątkowo wcześnie rozpoczynamy okres startowy, co wcale mnie nie cieszy. Uciekam pakować walizkę.

19 stycznia 2006 r.
Jestem po pierwszym, krótkim bo trwającym zaledwie 8 dni zgrupowaniu w Zakopanym. Krótkie ale treściwe. W sumie każdy dzień był wypełniony od rana do wieczora. Zaczynał się od 30 minutowego rozruchu, potem rower lub marszobieg na Kasprowy lub Gubałówkę (w trakcie jednego treningu pokonywaliśmy ją 5 razy). Około godz. 16 drugi trening, sala lub siłownia i na zakończenie dnia o 19:30 30 minutowy basen. Ufff trochę tego wszystkiego było. Po pierwszej wyprawie na Kasprowy tak zakwasiłam nogi że z trudem mogłam się poruszać. Śmiałam się że chodzę jak paralityk:)Ale wykonałam ciężką pracę z czego bardzo się cieszę.

Teraz mamy zaplanowane 2 dni na akcje reklamowe czyli robienie zdjęć w nowych ciuszkach i kręcenie filmiku. Niestety nie mogę zdradzić jaką firmę będziemy reklamować w tym sezonie, ponieważ jest to owiane ścisłą tajemnicą, która zostanie ujawniona dopiero 1.02.2007 na prezentacji naszego nowego teamu:) Mogę jedynie zdradzić że będziemy wyglądać bojowo, gdyż już widziałam nowe stroje a nawet je przymierzałam. Są super !:)

26 grudnia 2006 r.
Święta dobiegają końca. Z jednej strony jest mi przykro z tego powodu, a z drugiej się cieszę, bo już wystarczy tego objadania się smakołykami których gdzie się nie spojrzy jest dostatek a waga nieubłaganie idzie do góry :/ Święta spędziłam na spotkaniach z Rodziną tą bliższą i tą dalszą. Oczywiście nie zapominałam o treningu. Teraz kilka dni do sylwestra, nowy rok i już zabieram się ostro do pracy. Pierwsze zgrupowanie rozpoczyna się 5.01 w Zakopanem i jest poprzedzone badaniami wydolnościowymi w W-wie.

Jeśli chodzi o sylwestra to wybieram się do Zakopanego i oczywiście będzie on spędzony w gronie kolarskim, bo jakby inaczej:) Ale jest to jeszcze nie do końca dograny wyjazd także różnie może to być:)

Korzystając z okazji chciałam życzyć wszystkim wszelkiej pomyślności w nachodzącym 2007 roku. Jak często powtarzam, dużo zdrowia i spełnienia marzeń, bo czego można chcieć więcej mając zdrowie i spełniając swoje marzenia.

Dziękuje za wszystkie życzenia których w tym roku dostałam mnóstwo. Było mi niezmiernie miło czytać je wszystkie. Jeszcze raz dziękuje.

7 grudnia 2006 r.
Szkoda, że to co dobre szybko się kończy. Mam na myśli tym razem błogi czas odpoczynku po sezonie. Od kilku dni rozpoczęłam systematyczne treningi polegające głównie na „ogólnorozwojówce”, marszobiegu, siłowni i oczywiście rower. Ciężko po przerwie znów wsiąść się w garść i ćwiczyć systematycznie, ale cóż trzeba zacisnąć zęby i zabrać się ostro do roboty, bo sezon zbliża się dużymi krokami. Dobrze, że przynajmniej nie ma żadnego zgrupowania w grudniu i nadal cieszę się obecnością najbliższych.

Pierwsze zgrupowanie kadry jest przewidziane na początku stycznia. Tradycyjnie odbędzie się w Zakopanem, a poprzedzone będzie badaniami wydolnościowymi w Warszawie. Pewnie wielu zastanawia się jaka grupa powstanie zamiast Lotto, ale niestety nawet ja nie znam odpowiedzi. Tak więc jak tylko coś będę widzieć to napiszę.

16 listopada 2006 r.
Niestety powoli czas "lenistwa" się kończy i trzeba pomyśleć o systematycznych treningach. Zawsze sezon przygotowawczy zaczynam od grudnia gdzie delikatnie wprowadzam się do ciężkich obciążeń treningowych. Jest to przeważnie siłownia, marszobiegi i rower. Także już za 2 tygodnie zaczynam przygotowania do sezonu 2007.

A teraz kilka słów jak spędziłam wolny czas. Przede wszystkim rozpoczęłam studia magisterskie uzupełniające na St Clements University z główną siedzibą w Londynie. Jest to Międzynarodowy Niezależny Uniwersytet polegający na nauczaniu przez Internet. Studia potrwają 2 lata i po ukończeniu ich otrzymam dyplom brytyjskiej uczelni wyższej który honorowany jest w ponad 20-stu krajach na całym świecie. Uczelnia ta jest idealna dla sportowców, którzy mogą doskonale łączyć studia z wyczynowym uprawianiem sportu, Gdyby ktoś był tym zainteresowany podaje linka gdzie można znaleźć wszelkie informacje na ten temat - http://www.scu-university.pl.

Poza tym udało mi się kupić mieszkanko w Myślenicach, gdzie obecnie robie mały remoncik i to pochłania mnóstwo mojego czasu. Ale prace remontowe idą sprawnie i mój nowy "kącik" robi się coraz bardziej przytulny:) Wkrótce czeka mnie parapetówa i już się cieszę na samą myśl o niej:))

Tak jak planowałam dużo czasu poświęcam mojej Rodzinie i znajomym gdzie bardzo sympatycznie spędzam czas ładując "akumulatory" na zbliżający się dużymi krokami sezon 2007.

24 września 2006 r.
Sezon 2006 można uznać za zakończony, więc czas na podsumowanie. W styczniu rozpoczynając przygotowania zakładałam sobie powrót do czołówki światowej. Chciałam na wszystkich PŚ znaleźć się w czołowej "20", a w najważniejszych imprezach - ME i MŚ wskoczyć w pierwszą "10", i wszystkie te założenia zrealizowałam. Kolejno 5 i 7 miejsce na ME i MS pokazały, że wracam na światowy poziom ściagania. Zdecydowanie łatwiej z takich pozycji jest walczyć o medale, bo takie są moje założenia na 2007 rok. Wiem, że będzie to bardzo ciężkie zadanie, ale skoro tegoroczne cele udało mi się zrealizować to liczę, że z tymi nowymi będzie tak samo. Dodatkowo cały rok będę startować w białym trykocie, gdyż zdobyłam podwójne MP zarówno w kolarstwie górskim jaki i w maratonie, a ta koszulka zobowiązuje do wysokiego poziomu sportowego. Niewątpliwie do udanego startu mogę zaliczyć również MP na szosie, gdzie zdobyłam brązowy medal oraz 2. miejsce w "generalce" Skoda Auto GP Czesława Langa.

Tak więc rok 2006 kończę z dobrym nastrojem i z dużą mobilizacja przed nastepym, przedolimpijskim sezonem.

1 września 2006 r.
W końcu po 60 godzinach podróży wróciłam wraz z całą Polską ekipą z Mistrzostw Świata w Nowej Zelandii.Czas podsumować ten start. Jeśli chodzi o mój występ zdecydowanie mogę zaliczyć go do udanych, chociaż nie ukrywam że niedosyt został. Dwie najważniejsze imprezy w tym sezonie, czyli Mistrzostwa Europy i Świata potwierdziły, że wróciłam do czołówki światowej, gdyż pozycje w pierwszej dziesiątce zdecydowanie o tym świadczą. Sam wyścig był bardzo ciężki. Długie, ciężkie podjazdy. W dodatku bardzo techniczne zjazdy ktore dodatkowo utrudnił padający przez noc deszcz.

Standardowo dużo straciłam na starcie (to jest element nad którym muszę popracować). Pózniej przez cały dystans odrabiałam straty i w końcowym efekcie zajęłam 7. miejsce. Nie jest to medal, ale jest się z czego cieszyć. Od 2002 roku gdzie zostalam v-ice Mistrzynią Świata nie mogłam się pozbierać i każde imprezy mistrzowskie mogłam zaliczać to nie udanych. Jest dobrze. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie zrobię kolejny krok do przodu i będę walczyć o medale:)

Jeszcze mam zaplanowane jakieś straty w tym sezonie, ale co z tego wyjdzie to zobaczymy. Teraz żyje zbliżającym się TDP. Będę mocno tzymać kciuki za dobry występ naszych kolarzy, a szczególnie jednego mojego faworyta. Wtajemniczeni napewno wiedzą o kim mowa:)

24 sierpnia 2006 r.
W Nowej Zelandii jestem już ponad tydzień z całą Polską ekipą. Pogoda nas nie rozpieszcza. Temperatura codziennie jest w okolicach 10-14 stopni i do tego dochodzi zimny wiatr. Tak więc czujemy się jak podczas jesieni w Polsce. Trasa MŚ jest bardzo ciężka. Długie i strome podjazdy, do tego bardzo trudne techniczne zjazdy. Zapowiada się prawdziwa rzeźnia w niedziele:) Moja dyspozycja jest całkiem dobra. Ciężko coś więcej powiedzieć gdyż od MP nie stratowałam. Jednak jestem dobrej myśli i będę walczyć do ostatnich metrów.

8 sierpnia 2006 r.
Jestem po jednym z najważniejszych starów w tym sezonie, czyli Mistrzostwach Europy, które odbyły się we Włoszech. Zajęłam w nich 5 miejsce co nie wątpliwie muszę uznać jako sukces. Pomału wracam do czołówki światowej i to jest dla mnie najważniejsze. Mistrzostwa Europy były bardzo ciężkie. Trudna i mordercza trasa, do tego straszny upał sprawiły, że walka była bardzo ciężka. Z jednej strony jestem bardzo zadowolona, a z drugiej strony czuję niedosyt gdyż wiem, że mogło być jeszcze lepiej gdyby nie totalnie zepsuty start.

Wystartowałam z około 20 miejsca i niestety do końca wyścigu musiałam przepychać się do przodu goniąc czołówkę. Z rundy na rundę przesuwałam się coraz bliżej, ale niestety do miejsca na podium zabrakło mi dwóch pozycji :( Pozostały jeszcze 3 tygodnie do MŚ na które wylatuje wraz z całą kadrą w najbliższy poniedziałek. Czeka mnie duży stres, bo bardzo mi zależy na tym stracie. Wiem, że jestem w dobrej dyspozycji co potwierdziły Mistrzostwa Polski które wygrałam. Teraz tylko trzeba pilnować formy i dobrze wykorzystać ją na MŚ. Postaram się jak najszybciej zdać relacje z tego startu.

Pozdrawiam serdecznie.