pro-cycling.org

Z notatnika kolarskiego - Mariusz Witecki

Imię i nazwisko: Mariusz Witecki
Data urodzenia: 10 maj 1981
Miejsce urodzenia: Kielce
Miejsce zamieszkania: Kielce
Obecny klub: Team - Volksbank
Poprzednie kluby:
do 2000 – Cyklo Korona Kielce/SMS Żyrardów
2000-01 – PSF Niort
2002-03 – CC Nogent-Sur-Oise
2004-05 – DHL-Author
2006 – Intel Action
Przebieg sezonu 2006:
1. Mistrzostwa Polski
3. Puchar Uzdrowisk Karpackich
3. na 8 etapie Bałtyk – Karkonosze
6. Mistrzostwa Polski na czas
7. na 2 etapie Bayern - Rundfahrt
9. Bałtyk – Karkonosze
16. Bayern - Rundfahrt


22 maja 2008
Za nami już ponad połowa Japan Tour. W środę mieliśmy jeden z najcięższych etapów w wyścigu, po którym utrzymałem 5. miejsce w klasyfikacji generalnej. Starałem się jechać w miarę możliwości spokojnie, tak aby stracić jak najmniej sił przed etapem jazdy indywidualnej na czas, która pewnie zadecyduje o klasyfikacji generalnej. Zapowiada się ona niezwykle ciężko - 1200 metrów przewyższenia na nieco ponad 11 kilometrach robi wrażenie.

Mnie osobiście wyścig od początku jedzie się dosyć dobrze, choć przyznam, że trochę żałuję drugiego etapu, gdzie mogłem postarać się o lepsze miejsce, ale takie już jest kolarstwo, że nie wszystko wychodzi nam tak, jakbyśmy chcieli. Natomiast zarówno dziś, jak i na wcześniejszym, trzecim etapie jechało mi się dość dobrze, także optymistycznie podchodzę do piątkowej czasówki W każdym moja sytuacja wyjściowa, którą jest 5. miejsce, jest naprawdę dobra. Trzy, cztery sekundy do lidera na takiej trasie, przy dobrym dniu, są możliwe do nadrobienia, a ja postaram się pojechać na maksimum swoich możliwości, żeby zająć jak najwyższe miejsce w generalce.

A tymczasem nie myślę o wyścigu, a o odpoczynku, ponieważ jutro mamy dzień wolny. Niestety będziemy musieli przenieść się w inne miejsce, a transfer zajmie zapewne około 5-6 godzin…także nici z wypoczywania w łóżku.

23 kwietnia 2008

Minął już jakiś czas od mojego ostatniego wpisu, a trochę się działo. Zadebiutowałem sezon w Czarnogórze, gdzie według mnie dyspozycja była przyzwoita. Potem było kryterium w Dzierżoniowie i Sobótka, tydzień później Kłomnice - muszę powiedzieć że jestem zadowolony z tych startów, ponieważ wszystkie je traktowałem jako trening podobnie zresztą jak wyścig "Bursztynowym Szlakiem". Na tym wyścigu chciałem aby drużyna wypadła jak najlepiej, dlatego dałem wszystko z siebie, ale podobnie tak jak reszcie chłopaków również i mi brakowało kilometrów wyścigowych. Dodatkowym problemem było na tym wyścigu doskwierające zimno, ale dzięki odpowiedniej bieliźnie Danielo.pl było do wytrzymania. Podsumowując uważam że forma niebawem będzie naprawdę dobra. Już się nie mogę doczekać, a póki co wyjeżdżam na kolejny ciężki trening … "co by później było lżej".

7 marca 2008

Za nami już prawie 2 mikro-cykle treningowe i jakiś 1000 kilometrów przejechanych w naprawdę ciężkim terenie. Co jak co ale na podjazdy nie można tu narzekać i staramy się te tereny jak najlepiej wykorzystać do zbudowania porządnej formy i najeżdżenia optymalnych kilometrów, tak żeby nogi miały ich przejechanych jak najwięcej i aby też nie przesadzić bo mogło by to się odwrócić przeciw nam, więc jak na "amatorów" ćwiczymy całkiem sporo. Ja o to aby po treningach nasze nogi jak najszybciej się zregenerowały dba wybitny specjalista od odnowy biologicznej Jurek Padło, który z nami ma pełne ręce roboty. Jak na razie idzie wszystko zgodnie z planem widać że ekipa jest coraz mocniejsza i bardziej zgrana a najlepiej widać to po atmosferze panującej przy stole, a na pewno będzie procentowało na zbliżających się wyścigach. Pozdrawiam moich i wszystkich prawdziwych kibiców kolarstwa.

27 lutego 2008

Nareszcie nadszedł czas wyjazdu na kolejny obóz treningowy w cieplejszym i łaskawszym klimacie dla kolarzy, co prawda w tym roku nie może za bardzo narzekać na luty ale jednak to zima raz było ładnie, potem nagle zimno i znowu zmiana. Popadało śniegiem i górala trzeba było wyciągnąć a na drugi dzień po śniegu pada deszcz i tak cały tydzień … mokro, pochmurno. Ostatnie dni niby lepiej ale dziś się budzę i co znowu deszcz, więc naprawdę cieszę się że jutro już wylądujemy w ciepłym klimacie i co najważniejsze będzie z kim trenować ponieważ samemu naprawdę ciężko się jeździ zgłasza jeżeli w perspektywie jest do przejechania 5h. Mimo wszystko uważam że luty przepracowałem porządnie i sumiennie bo przejechane prawie 3tyś km w naszych warunkach atmosferycznych uważam za dobry wynik i mam nadzieje że będzie to procentowało już od pierwszych startów.

6 lutego 2008
Jak już pewnie wszyscy wiedzą UCI nie przyznało mojej drużynie Mróz-Action-Uniqa licencji Continental Team, więc będziemy w tym sezonie "drużyną amatorską". Argumentacja UCI dlaczego tak a nie inaczej jest co najmniej "dziwna", ale to już nie jest w mojej gestii aby to tłumaczyć co i jak. W każdym bądź razie plany startowe drużyny zasadniczo się nie zmienią nadal mamy te same cele do których będziemy dążyć. Według mnie to nie status jaki drużyna ma świadczy o profesjonalizmie ekipy, ale jej organizacja, poziom sportowy jaki prezentują zawodnicy, a także profesjonalizm samych kolarzy w niej jeżdżących. Śmiało więc można powiedzieć że mimo statusu "nie zawodowego" ekipa Mróz-Action-Uniqa może być bardziej zawodowa niż inne Continental Teamy, a postaramy się to udowodnić wynikami. Chcemy być drużyną wiodącą prym na polskich szosach. Tyle co do sytuacji w której się znaleźliśmy.

A teraz co u mnie i co będzie w najbliższym czasie. Więc po powrocie z obozu na Majorce pogoda dopisuje, choć troszkę odpuściłem, to w słońcu same nogi chcą kręcić aż czasami trzeba się powstrzymywać. Niebawem szykuję się kolejny obóz, na którym pewnie jak na poprzednim przejedziemy "troszkę" kilometrów, tak aby jak najlepiej być przygotowanym do pierwszych startów. Pozdrawiam wszystkich kibiców i nie tylko.

24 stycznia 2008

No i minął już prawie miesiąc nowego roku, jak ten czas szybko biegnie! Za mną już połowa zgrupowania na Majorce z nową-starą ekipą Mróz-Action-Uniqa. Pierwsze dni jeździliśmy sporo jak na tą porę roku, ale w terenie raczej płaskim, natomiast w drugiej części obozu większość czasu spędzimy w górach. Pogoda jak na razie dopisuje i skłania do długich treningów. Jest słonecznie, a temperatura waha się w granicach 16-20 st (w słońcu dochodzi nawet do 30 st), więc z wielką ochotą wyjeżdżamy na treningi.

W drużynie atmosfera jest bardzo dobra cały zespół przykłada się ostro do treningów, ponieważ wszystkim zależy na tym aby ten sezon był wyjątkowo udany i mam nadzieję że tak też będzie.

25 grudnia 2007

Dzisiaj z samego rana dotarła do mnie smutna wiadomość o tragicznym wypadku mojego klubowego kolegi "Matziego". Do tej pory nie mogę w to uwierzyć tym bardziej że "Matzi" był bardzo wesoły i zawsze uśmiechnięty, chciało by się zapytać dlaczego taki młody człowiek musiał zginąć, ale niestety tak już chyba musi być. Wiem że jego rodzina raczej tego nie przeczyta ale mimo to chciałem wyrazić moje ubolewanie nad tym co się stało.

22 grudnia 2007

Witam po dłuższej przerwie, za którą wszystkich zainteresowanych przepraszam i obiecuję poprawę. Jak już pewnie wszyscy wiedzą w przyszłym sezonie będę jeździł w grupie Mróz-Action-Uniqa. Trochę trwało zanim stało się jasne jakie barwy będę reprezentował w 2008 roku , ale takie już uroki kolarstwa, które od jakiegoś czasu przeżywa głęboki kryzys. Co chwila dowiadujemy się tylko o kolejnych grupach które się rozpadają, a nic w ich miejscu nie powstaje! Czy ktoś policzył ile się ich rozpadło? Ja myślę, że koło 10, a może i więcej??? Z tego powodu, jestem wdzięczny Piotrowi Kosmali, że po raz drugi już mi zaufał i wziął do swojego teamu. Wierzę w to, że odwdzięczę się za to swoimi wynikami w przyszłym sezonie.

Korzystając z okazji chciałem życzyć, wszystkim czytelnikom Pro-Cyling, kibicom kolarstwa, kolarzom zarówno tym wyczynowym jak i takim, którzy jeżdżą na rowerze amatorsko, Wesołych Zdrowych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku.

13 sierpnia 2007

Za nami już cztery etapy wyścigu Dookoła Niemiec. Jak na razie ekipa wypada dosyć dobrze, jak na razie 3 miejsca w pierwszej 10, na drużynie tez nie było najgorzej, zajęliśmy co prawda 16 m-ce ale za nami było jeszcze 7 dobrych teamów. Co do mnie to muszę powiedzieć, że nastawiałem się na tym wyścigu na walkę etapową i szukanie swojej szansy w odjazdach i jak na razie swoje założenia wykonuje. Dzisiaj uciekałem przez ponad 90 km wspólnie z zawodnikiem Skil-Shimano. Etap od startu był nerwowy i było sporo ataków praktycznie do 70 km była ostra wymiana ciosów. Mnie udało się odjechać dokładnie na 73 km czyli 3km do lotnej premii, po której poczekałem na Holendra. Współpraca układała nam się super. Może gdyby nie taka ciężka końcówka, to by się udało. Od 125 km była cały czas tendencja pod górę, aż do szczytu który był na 166 km. Grupa dopadła nas na 2 km do premii górskiej. Ogoleni ja jaki i moja drużyna była by zadowolona z etapu, ponieważ poza moją ucieczką Florian Stalder bardzo ładnie pojechali zajmując 8 miejsce i wszystko by było super, gdyby nie kraksa na 15 km do mety, w której uczestniczyli Gerit Glomser. Na szczęście miał on więcej szczęścia od zawodnika Unibetu Urana, który poleciał ze zbocza w dół i jest bardzo mocno poturbowany. Na koniec jeszcze tylko obiecam, że dalej będę atakował i szukał swojej szansy i mam nadzieje że jeszcze się nadarzy.

9 sierpnia 2007

Już jutro rozpoczyna się kolejny dla mnie start z serii Pro Tour, a mianowicie Deutschland Tour. Do przejechania mamy 9 etapów w tym wjazd na najwyższy szczyt w wyścigach z tej serii w tym roku na 2671 m.n.p.m. - Rettenbachferner. Ja jestem optymistycznie nastawiony na ten wyścig, a ostatnie starty dodatkowo mnie podbudowały, ponieważ moja dobra dyspozycja na Sachcen-Tour również się potwierdziła na ostatnim klasyku Rund um Hainleite na którym byłem przez 120km w 5-osobowej ucieczce. Nastawienie naszej drużyny jest bardziej na walkę na etapach, na których też będę szukał swojej szansy na pokazanie się z jak najlepszej strony i jeżeli tylko taka zaistnieje na pewno ją dobrze wykorzystam.

5 sierpnia 2007

Na dobre już się rozpoczęła druga część sezonu. Czas biegnie bardzo szybko, zwłaszcza o tej porze roku. Ja swoją drugą część sezonu rozpocząłem wyścigiem Sachsen Tour i myślę iż był to dla mnie udany start. Na każdym etapie przyjeżdżałem w pierwszych grupach, ale główną rolę odegrała na tym wyścigu czasówka, ponieważ brakowało na etapach ciężkich końcówek, aby mogło dojść do jakiegoś wyraźnego podziału w klasyfikacji generalnej. Drugim moim startem był wyścig Rund um die Hainleite kat.1.1 i ten start był dosyć dobry w moim wykonaniu ponieważ przez ponad 115km znajdowałem się w pięcioosobowej ucieczce, co prawda zostaliśmy doścignięci na finałowych rundach 25 km do mety, ale moją pracę wykorzystali koledzy z drużyny i 4. miejsce zajął Stalder minimalnie przegrywając podium na finiszu. Następnym startem będzie bardzo ważny i prestiżowy dla naszej ekipy wyścig Deutschland Tour zaliczany do serii Pro Touru. Ja obecnie jestem w niezłej formie i osobiście liczę na udany występ i pokazanie się na którymś z etapów.

27 lipiec 2007
Już jutro wyścigiem Sachsen Tour rozpoczynam druga część sezonu i wierzę, że bedzie ona zdecydowanie lepsza dla mnie niż pierwsza, którą zakończyłem niezbyt dobrze i przyjemnie, ponieważ na mistrzostwach Poolski musiałem przede wszystkim zmagać się z "zatruciem pokarmowym", a nie rywalami. Choroba jednak zwyciężyła ze mną pod koniec 11go okrążenia.

Natomiast zaraz po MP miałem kilkudniową przymusową przerwę, spowodowaną zapaleniem przyczepów mięśnia czworogłowego, które to powodowało ból kolana. Zapalenie to dawało już o sobie znać na Szwajcarii. Na szczęście jest to już poza mną i od dwóch tygodni mogę normalnie trenować.

Myślę, że na Sachsen będzie wszystko ok i zaprezentuję się z jak najlepszej strony, a później czeka mnie najprawdopodobniej wyścig Dookoła Niemiec.

22 czerwca 2007

Za nami kolejne trzy dni ścigania w Szwajcarii. 5. etap był bardzo ciężkim i gorącym. W pierwszej części mieliśmy dosyć równe, ale mocne tempo. Ciągnęło się to aż do szczytu górskiej premii usytuowanej na ponad 2000 metrów, gdzie temperatura dochodziła do 40 stopni. Po premii to już full gaz do mety, a po drodze lotna premia, na której rozprowadzaliśmy Floriana Staldera, ale przez małe nieporozumienie wygrał Glomser.

6. etap zapowiadał się ostro i tak też było, ale nie z powodu tempa. Zaraz po starcie mięliśmy mnóstwo ataków, gdy nagle z nieba zaczął padać grad. Szczerze mówiąc to nie był to zwyczajny grad, a twarde lodowe kule wielkości jajka. Wszyscy się chowali gdzie tylko było można. Wraz z kilkoma kolarzami ukryliśmy się w budce robotników, a co niektórzy wchodzili pod koparki bądź wczołgiwali się pod naszą budę. Niektórzy szukali schronienia w lesie, a tym którym się nie udało pozostały siniaki, a nawet rozcięcia od gradobicia. Etap został skrócony i był dla naszej ekipy udany. Kolejne punkty na premiach oraz bardzo dobra postawa glomsera sprawiła, że wszyscy byli zadowoleni.

7. etap. Ciężki królewski etap, na którym jednak noga nie podawała tak jak trzeba. Myślałem, że będzie lepiej, ale swoją pracę zdołałem wykonać, a potem spokojnie dojechałem do mety zbierając siły na pozostałe dwa dni. Oby tylko pogoda i noga dopisały.

20 czerwca 2007

Za nami już cztery etapy Tour de Suisse. 4. etap kończył się pod górę. Do pokonania mieliśmy 12 kilometrowy podjazd z około 1100m przewyższenia. Ale to nie to było najgorsze i najcięższe, a premia usytuowana przed podjazdem, na którą trzeba było przeciągnąć Floriana Staldera, który miał szanse znowu założyć koszulkę punktową. Udało się, a więc ekipa zadowolona, tylko ten podjazd zaczynając delikatnie mówiąc "zapieczonym" i z odległej pozycji nie należał do najprzyjemniejszych. Teraz zobaczymy co nam przyniesie 5. etap. Aha mała ciekawostka. Z pierwszej premii górskiej peleton przez około 2 kilometry zjeżdżał ze średnią prędkością ponad 100km/h. U mnie na liczniku wyskoczyło 104km/h, ale u kolegów było i 107km/h - także można sobie wyobrazić jak się podjeżdża pod taką górę.

13 czerwca 2007
Na początku chciałem tutaj raz jeszcze pogratulować (Mańkowi) czyli Tomkowi Marczyńskiemu (fajfeczka) wspanialej postawy i formy jaką zaprezentował na ostatnich klasykach. Naprawdę, widząc w jakim momencie w sobotnim wyścigu odjechał, budziło to respekt, a potwierdził to w niedziele zajmując miejsce na podium. Ja jednak śmiem twierdzić, że jeżeli byłby trochę starszym i doświadczonym zawodnikiem, to on podniósłby ręce do góry na mecie. Co do mnie to mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z mojej formy. Może nie potwierdziłem tego jakimś dobrym wynikiem, ale biorąc pod uwagę, że w ten weekend do mety dojeżdżało średnio około 50 zawodników, można śmiało twierdzić, że lekko nie było (tym większy szacunek dla wyniku Mańka). Ja te dwa starty przejechałem dosyć aktywnie, biorąc udział w kilku odjazdach i czułem, że jest naprawdę dobrze z moją dyspozycją. Cieszę się z tego tym bardziej, że czas biegnie nie ubłaganie i już w sobotę startuje Tour de Suisse. Gdzieś wyczytałem, że nikt z wielkich peletonu tu nie startuje (będą np. Simoni, Kloden, Cunego itp), a wszyscy szykują się na równoległym wyścigu we Francji!! Hmmm czas pokaże kto z wielkich nazwisk wystartuje, zwłaszcza że same nazwiska nie jeżdżą. Wracając do tematu jestem bardzo zmotywowany do tego startu i już nie mogę się doczekać sobotniego prologu. Chcę wypaść jak najlepiej i pokazać się z dobrej strony na którymś z etapów. Korzystając z okazji chciałem również podziękować firmie DANIELO.pl za wsparcie. Pozdrawiam wszystkich moich kibiców i nie tylko.

8 czerwca 2007

Czas leci nieubłaganie. Niedawno jeszcze informowałem jak idą moje przygotowania do sezonu w Portugali, a teraz zostało juz tylko nieco ponad tydzień do Tour de Suisse. Na szczęście moja forma od jakiegoś czasu jest zadawalająca i myślę, że będzie tak dalej albo lepiej. Po Rheinland-Pfalz Rundfahrt startowałem w ciężkich austriackich klasykach 26.05 Salzkammergut Giro 27.05. Pfingstgiro Thalgau 28.05. Rund um Schwanenstadt zajmując w pierwszych dwóch odpowiednio 9. i 8. miejsce. Z występów tych jestem zadowolony, ale nie dosyt zawsze pozostaje bowiem dwa razy nie wiele brakowało do podium. W każdym bądź razie wyraźnie widać, że forma idzie w górę. Ostatnie dni i treningi spędziłem w Austrii i tutejszych górach. Teraz czekają mnie jeszcze dwa starty 09.06 GP Triberg Schwarzwald (Ger/1.1) i 10.06. GP Kanton Aargau - Gippingen (Sui/1.HC) mam nadzieję, że na nich również potwierdzę dobrą formę, a później pełna mobilizacja przed Szwajcarią, na której chciałbym pokazać się z jak najlepszej strony.

24 maja 2007
Tak jak już wcześniej informowałem, iż na 90% wystartuje w Tour de Suisse, tak teraz mogę powiedzieć, że jest to pewne. Co prawda zmienił mi się trochę program przygotowań - po rozmowach z szefostwem doszliśmy wspólnie do wniosku, że zamiast Bayern-Rundfahrt najlepsze będzie dla mnie jeżeli wystartuje teraz w trzech wyścigach w Austrii tzn. 26,27,28 maja, a następnie poświęcę trochę czasu na odpowiedni trening min. po to aby mieć możliwość poćwiczenia po konkretnych górach jakie mam tutaj w Austrii i Szwajcarii. Następnie wystartuję:

09.06 GP Schwarzwald (Ger/1.1)
10.06 GP Kanton Aargau - Gippingen (Sui/1.HC)

A potem już 16.06 TOUR DE SUISSE, w którym chce się zaprezentować z jak najlepszej strony.

22 maja 2007

Minął już dłuższy czas od ostatniego mojego wpisu, także teraz kilka słów o ostatnich moich startach i o tych nadchodzących. Zacznę od Grodów muszę przyznać, że liczyłem na dobry występ ale niestety, od pierwszego etapu czułem, że coś jest nie tak i jechałem głownie ambicjami, tyle ile mogłem. Ogólnie start był dużo słabszy od moich oczekiwań, ale nie ma tego złego jak to się mówi, co by na dobre nie wyszło. Ostatni występ na Rheinland-Pfalz Rundfahrt czyli wyścigu dookoła Nadrenii, był już taki jakiego o tej porze się spodziewałem i myślę, że teraz wszystko będzie już szło tak jak tego oczekuje, a przede mną po 2 miesiącach ścigania zostało jeszcze przecież całe 5 miesięcy!!! Jeszcze w tym tygodniu napisze o moich najbliższych startach, ale po rozmowach z dyrektorami mogę na 90% powiedzieć, że wystartuje w Bayern-Rundfahrt i Tour de Suisse. Oczywiście ma nadzieje, że moja forma będzie teraz szła w górę jak w ostatnich 2 tygodniach.

28 kwietnia 2007

Niestety ostatnich startów zdecydowanie nie mogę zaliczyć do udanych. Muszę przyznać, że liczyłem na przyzwoity występ zwłaszcza, że moja dyspozycja przed tymi startami była bardzo dobra. Niestety już podczas Giro d'Oro przyplątało mi się jakieś zatrucie pokarmowe, które dosyć mocno mnie wymęczyło i myślę, że to jest jeden z głównych powodów mojej słabej dyspozycji na Giro del Trentino. Mam jednak nadzieję, że organizm zdąży się zregenerować na Grody Piastowskie i te gorsze dni mam już za sobą i wszystko wróci na dobre tory. Nie należy to najprzyjemniejszych rzeczy, gdy jadąc i wiedząc, że można jechać lepiej, a organizm odmawia posłuszeństwa. Do tego nic nie mogąc z tym zrobić. Chyba nie ma gorszej rzeczy dla każdego kolarza, jak zejście na trasie z roweru spowodowane nie złym treningiem i przygotowaniem, tylko sytuacjami od nas nie do końca uzależnionymi.

15 kwietnia 2007

Parę słów po ostatnim starcie jakim był Profronde van Drenthe. Do przejechania mieliśmy 209 kilometrów z kilkoma sektorami po bruku. Co prawda na starcie zabrakło ekip Pro Touru, ale mimo to tempo od startu było bardzo mocne, do tego dochodzą bruki, wąskie kręte drogi i oczywiście wiatr. To wszystko spowodowało, iż wyścig był bardzo ciężki. Ostatnie 60-70 km to nieustanne ataki jeden za drugim. Mi osobiście brakło może trochę szczęścia i jeszcze obścigania, ale myślę że pierwsza 20-tka była w zasięgu. Niestety na 20 kilometrów do mety było już po wyścigu i do mety grupa jechała juz spokojnie. Następny start 22. kwietnia: Giro d'Oro, a później Giro del Trentino 24-27. kwietnia.

10 kwietnia 2007

Parę słów po Rund um Koln. Ci co oglądali w telewizji i mają trochę pojęcia o kolarstwie widzieli, że tempo wyścigu od startu było mocne. Dużo ataków, ciężkie podjazdy, a do tego wiatr. Co do moich odczuć to próbowałem atakować jak nadarzyła się taka okazja. Później odjeżdżał kolega z grupy, więc ja przejąłem jego zadania i pomagałem naszemu liderowi na ten wyścig. Niestety początki sezonu są zawsze ciężkie i musiałem za to zapłacić. Po jednym z podjazdów na 140 km odczułem to bardzo mocno zostając na rancie. Kilka pozycji przede mną przerwało się, a jeszcze nie ma takiej nogi żeby, przy tych prędkościach sobie przeskoczyć. Więc tak się zakończył mój udział w tym wyścigu. Zmieniły mi się również trochę plany startowe. Ogólnie zarys pozostał ten sam, wypadły tylko wyścigi 17tego, 18tego ponieważ ekipa nie dostała zaproszenia, więc jeden skład wyjeżdża już 16tego do Francji i pozostaje tam do 22go. Pozostałe starty pozostają jak na razie u mnie bez zmian.

8 kwietnia 2007

Minął już tydzień od mojego pierwszego startu. Przeziębienie, którego się nabawiłem we Włoszech praktycznie już mi minęło, także dobrze się składa, bo jutro startuje w Rund um Koln 1.HC mam nadzieję że noga będzie ok. Z dnia na dzień czuję się coraz lepiej, a wyścigiem w Koln rozpoczynam „maraton” wyścigowy, bo zaraz po nim czeka mnie:

14.04 Profronde van Drenthe kat.1.1
17.04 Paris- Camembert 1.1
18.04 Scheldeprijs Vlaanderen 1.HC
22.04 Giro d’Oro 1.1
24.04-27.04 Giro del Trentino 2.1

a potem już przyjeżdżamy z ekipą na nasze Grody Piastowskie, na których zależy mi aby się pokazać z jak najlepszej strony.

30 marca 2007

Dzisiejszy etap upłynął pod znakiem ucieczki mojego klubowego kolegi Rene Weissingera oraz deszczu, deszczu i jeszcze raz deszczu. Od startu bardzo mocno padało i nawet na chwile nie chciało przestać, ewentualnie padało jeszcze mocniej. Na 30 kilometrze już cały się trząsłem z zimna, a w głowie miałem że jeszcze 160km do mety. Było bardzo zimno, na szczęście organizator chyba wychylił głowę z auta, uwierzył że nie ma ciepła i się zlitował skracając etap o całe 15 km (ha ha) .Od polowy dystansu, gdy Rene miał juz ponad 8minut przewagi peleton zaczął się coraz bardziej rozpędzać, ostatnie 50km każdy jechał jeden za drugim brzegiem szosy uśmiechnięty z bólu ;)) peleton nabierał takiej szybkości że przewaga topniała z kilometra na kilometr, a grupa rwała się z szybkości. Jestem zadowolony że dojechałem dzisiaj w tym zimnie do mety, na której musiałem odczekać kilka minut żeby móc się rozebrać ponieważ ręce miałem tak zmarznięte, że ich po prostu nie czułem. Jutro ostatni i jeden z cięższych etapów z 6 podjazdami mam nadzieje ze nie będzie padało :o

29 marca 2007

No i mamy za sobą najcięższy etap (przynajmniej na wykresie). Mięliśmy dzisiaj do pokonania kilka konkretnych podjazdów, pod które tempo było dosyć mocne, a na ich szczycie leżało jeszcze sporo śniegu, a temperatura dochodziła do zera. Prawdziwe ściganie było dopiero na ostatnich górkach, gdzie peleton porwał się na kilka grupek. Dzisiaj z dobrej strony pokazał się kolega z mojej drużyny Florian Stalder, który zajął 10 miejsce, a co do mojej dyspozycji to po za małym bólem gardła, z którym się dzisiaj obudziłem, to tak jak już pisałem wczoraj, moje odczucia są pozytywne jak na pierwszy wyścig. Jest dobrze ponieważ zawsze na pierwszych wyścigach w sezonie strasznie się męczę, także tutaj jest nawet lepiej niż myślałem.

28 marca 2007

Dzisiaj mieliśmy zdecydowanie cięższy etap, na szczęście deszcz nas oszczędził, ale odczułem brak wyścigowych kilometrów. Trzeci etap to od startu szybkie tempo i sporo ataków, sam też próbowałem, ale peleton nie pozwala na jakiekolwiek ucieczki i zaraz wszystko likwidował. W drugiej części wyścigu mieliśmy już kilka konkretnych podjazdów i peleton porwał się na nich na mniejsze grupki. Osobiście nie jestem zmartwiony moją pozycją na dzisiejszym etapie, ponieważ moje założenie na ten wyścig jest przejechać go, złapać wyścigowego rytmu i trochę wyścigowych kilometrów. Także traktuje go zdecydowanie treningowo i oby jutro pogoda nas też oszczędziła bo trasa będzie jeszcze bardziej wymagającą. Oczywiście jak zaistnieje jakaś korzystna sytuacja do pokazania się to ją wykorzystam.

27 marca 2007

Na inaugurację mojego sezonu Italia przywitała zimnem i deszczem, a jakby tego było mało to jeszcze dwa etapy w jeden dzień, tego chyba wszyscy kolarze nie lubią. No ale poklei. Rano mięliśmy do przejechania prawie 100km na 8 rundach, oczywiście w deszczu i tu była dla mnie mila niespodzianka, ponieważ nogi były ok.!, a obawiałem się małej męczarni. Z braku obścigania co prawda brakuje jeszcze rytmu i szybkości, ale siła jest! Natomiast popołudniu nie było już tak dobrze. Męczyłem się strasznie w drużynie, podobnie zresztą jak mój kolega klubowy Gerrit Glomser, ale to jest raczej spowodowane tym, że był to dla nas debiut startowy w tym sezonie. Mam nadzieje że jutro już przestanie padać i podobnie jak dzisiaj rano nogi będą się kręciły na okrągło.

25 marca 2007

Po kilku miesiącach żmudnych i ciężkich przygotowań, nadszedł w końcu czas sprawdzenia formy i tego co wytrenowałem w przed sezonowych przygotowaniach, a było tego trochę kilka ładnych tysięcy przejechanych kilometrów, w różnych warunkach. Bardziej zainteresowani wiedzą, że kolarstwo to nie tylko wyścigi, ale przede wszystkim ciężkie i nie raz monotonne treningi. Także już pojutrze (27. marca) moja inauguracja nowego sezonu wyścigiem Settimana Ciclistica Internazionale w nowej ekipie, jadę tam z pewnym niepokojem ale i ciekawością w jakim miejscu jestem z forma i mam nadzieje że mój debiut w nowych barwach wypadnie przynajmniej przyzwoicie, ponieważ zdaje sobie sprawę że ten wyścig do lekkich nie należy. Będę robił co w mojej mocy i mam nadzieje, że za tydzień wrócę zadowolony z siebie i tego co wytrenowałem. Oczywiście zaraz po powrocie zdam relacje z wyścigu.

14 marca 2007

Mam za sobą jedna w Wiedniu, a czeka mnie jeszcze druga w Monachium. Co prawda nie było na niej Jana Ullricha, ale mam nadzieje, że już nie długo będę miał okazję poznać go osobiście. Uważam że dzisiejsza prezentacja wypadła bardzo dobrze, dopisała prasa, a to przecież jest najważniejsze na takich zabawach, czyli zainteresowanie dziennikarzy nasza drużyną, która jak myślę w tym sezonie będzie mocna i spełni oczekiwania naszych kibiców, a ja ku temu dołożę wszelkich starań.

7 marca 2007

Mijają kolejne dni… Ale ten czas szybko biegnie, nawet się nie obejrzałem, a marzec zaczął się na dobre. Razem z nim ostatnie przygotowania do nadchodzących wyścigów :)
Przygotowania wkroczyły w ostatnią fazę, a dokładniej teraz dużą uwagę przywiązuje do treningów specjalistycznych tzn. do dosyć dużej objętości dołożyłem jeszcze tempówki głównie pod górę. Ten etap przygotowań spędzam podobnie jak w styczniu w Portugali u "Moraja", i szczerze powiem, że bardzo odpowiadają mi tutejsze tereny, a także to że można tu psychicznie się zrelaksować :))
Niestety pobyt tutaj kończę już w niedziele, ponieważ we wtorek 13tego czeka mnie prezentacja ekipy w Wiedniu, już z Janem Ullrichem, a następnie 14tego w Monachium. Nie powiem już nie mogę się tego doczekać, ponieważ jeszcze będąc juniorem młodszym byłem zapatrzony w wielkiego zwycięzcę Touru (oczywiście mówię o Ulle :).
Do polski zawitam 15tego i spędzę tam 10 dni do pierwszego wyścigu, także ostatnie szlify formy będą już na świętokrzyskich drogach.

24 luty 2007

Znowu przyszła, tak to ona nasza ukochana zima !!!
Niestety wczoraj u mnie napadało tyle śniegu, że balem się o dzisiejszy trening. Miałem racje. Wstaję, pierwsze co patrzę za okno, a tam śniegu po.... dużo w każdym bądź razie. W dodatku na termometrze - 6st :( Przez chwilę zacząłem szukać jakiegoś wyjścia awaryjnego, ale przecież dawniej trenowało się w gorszych warunkach, wiec teraz tez postanowiłem wyjechać. Co prawda udało mi się zrealizować założony sobie trening, ale miałem dwie sytuacje podbramkowe, tzn. widziałem się już na ziemi ponieważ większość dróg w okolicach Kielc, była dzisiaj biała. Mam nadzieję, że następny dzień będzie lepszy. Na szczęście przewidziałem taki obrót sytuacji i już wcześniej wykupiłem bilet do Portugali, także znowu skorzystam z gościnności "Moraja" i wracam z początkiem marca w cieplejszy klimat, aby odpowiednio się przygotować do nadchodzących startów. Przy okazji sprawdzę co tam kolega Morajko wytrenował :)

17 luty 2007
Jak to zawsze bywa z wyjazdami, najlepsze są powroty. Jestem w domu już kilka dni, a czuję się jakbym wrócił wczoraj. Kilka dni luźniejszych treningów dobrze mi zrobiło, spowrotem nabieram sił po dosyć ciężkim zgrupowaniu, a raczej zgrupowaniach we Włoszech, gdzie nie marnowaliśmy czasu.

Korzystając z dobrych warunków tam panujących ćwiczyliśmy od 4 do 5godzin, a jednocześnie mieliśmy okazję do lepszego poznania się nawzajem. W tym roku do ekipy doszła spora grupa ludzi, a wiec była to dobra okazja do zgrania zespołu. Myślę że będziemy mieli dobry zespól i moja drużyna osiągnie w tym sezonie znaczące sukcesy, no i oczywiście ja osobiście chciałbym mieć w tym jak największy udział.

Po ostatnich treningach widzę jak moja forma idzie w dobrym kierunku, wydaje mi się że moja dyspozycja jest lepsza niż o tej samej porze ubiegłego roku. Potwierdzeniem tego są parametry jakie mi wyszły na badaniach wydolnościowych, które przeszedłem w styczniu i lutym. Tak więc jestem bardzo optymistycznie nastawiony do nadchodzących pierwszych startów i mam nadzieje że nie zawiodę w tym roku swoich kibiców.

P.S korzystają z okazji chciałem podziękować Wiesławowi Ciasnocha, za pomoc na którą mogę liczyć z jego strony.

6 luty 2007
Mam za sobą kilka dni w Toskanii, a jednocześnie kilka ciężkich treningów. Podczas obozu trenujemy całą grupą, przejeżdżając średnio 150-160km kilometrów. Pogoda jak na razie sprzyja. Jest słonecznie i ciepło, mam nadzieje, że zostanie tak do końca obozu, a więc do 12 lutego. Poznałem także swój indywidualny program startów. Chociaż nasz team rozpocznie sezon już 10 lutego na GP Etruchi, ja wspólnie z dyrektorem ustaliliśmy iż rozpocznę starty pod koniec marca, tak aby być jak najlepiej przygotowanym do czekającego mnie ciężkiego sezonu. Planuję wystartować w dwóch pro tourowych wyścigach: Tour de Swisse oraz Deutchland Tour. Moja drużyna będzie się również starała o dziką kartę w Tour de Pologne. Oczywiście aby wystartować w tych wyścigach, muszę w sezonie potwierdzić, że na nie zasługuję, a wiec wszystko teraz zależy ode mnie:). Wcześniej jeszcze wystartujemy w Polsce, najprawdopodobniej będą to Grody Piastowskie, które to mam w swoim kalendarzy startów.

Mój program:
27.03-31.03 Settimana Cyclista Internacionale
09.04 Rund um Koln
18.04 Scheldepijs Vlaandernen
19.04 GP de Denain Porte du Hainaut
24.04-27.04 Giro del Trentino
04.05-06.05 Szlakiem Grodow Piastowskich
16.05-20.05 Rheinland Pfalz Tour
30.05-03.06 Bayern-Rundfhart
16.06-24.06 Tour de Swisse
01.07 Mistrzostwa Polski

Drugą cześć sezonu podam już wkrótce, ale obiecuje że tez będzie ciekawa :).

24 stycznia 2007
Moje przygotowania do sezonu jak na razie idą bardzo dobrze. Plan realizuje w 100% i mam nadzieje, że portugalski klimat i treningi tu przeprowadzone, zaprocentują już niebawem w sezonie. Trenujemy wspólnie z "morejem" średnio od 4h do 5h30min.

Już w poniedziałek lecę jednak do Austrii, skąd udam się na zgrupowanie mojej grupy we Włoszech. Odbędzie się ono w Toskanii, tam dokładnie zapoznam się z moim indywidualnym planem startów, który myślę, że rozpocznie się na początku marca.

17 styczeń 2007
No i mamy juz połowę stycznia. Po hucznym kolarskim sylwestrze, trzeba było się zabrać ostro do pracy. Pierwsza połowę stycznia spędziłem głownie na szosie, ale nie zapomniałem o siłowni i saunie (to już końcówka zimy więc trzeba ten czas jak najlepiej wykorzystać). Jutro juz lecę na indywidualne zgrupowanie do Portugali, gdzie skorzystam z gościnności Jacka Morajko i będziemy wspólnie trenować przez dwa tygodnie. Prosto z Porto lecę na zgrupowanie mojej nowej drużyny, które odbędzie się we Włoskiej Toskanii. Tam również spędzę około dwóch tygodni. Już niedługo poinformuje o moim kalendarzu startów. Znam już cały kalendarz wyścigów mojej ekipy, ale zostało jeszcze indywidualne dogadanie poszczególnych startów.

21 grudnia 2006r.
Minęło już ponad półtora miesiąca moich przygotowań do nowego sezonu. Zeszły tydzień spędziłem w czeskich górach, razem z moim dobrym kolegą jeszcze z czasów SMSu Żyrardów, Jackiem Morajko. Są tam piękne tereny do trenowania no i przede wszystkim dużo lepsze drogi. Trenowaliśmy głównie na szosie około 3-4h, ale nie zapominaliśmy też o treningach ogólno rozwojowych.

Nawet się nie obejrzałem a mamy już święta. Co prawda nie odczuwam jeszcze wigilijnej atmosfery, być może spowodowane jest to brakiem śniegu, ale akurat nie ubolewam z tego powodu. Ten piękny okresu w roku spędzę tradycyjnie w gronie najbliższej rodziny, czyli pójdę na gotowe do rodziców. Będą jak to w większości polskich domów tradycyjne wigilijne potrawy takie jak barszczyk z pasztecikami, karp czy zupa grzybowa, która jest moim ulubionym daniem.

Życzę wszystkim kibicom kolarstwa i czytelnikom pro-cycling.org zdrowych i spokojnych świat Bożego Narodzenia.

3 grudnia 2006 r.
Mam za sobą pierwsze spotkanie z nowa ekipa i to w dość „ekstremalnych” warunkach. Na przywitanie mieliśmy kilkunasto kilometrowy marsz z plecakami, mapą i kompasem. W miedzy czasie przeprawialiśmy się łodziami przez jezioro, schodziliśmy na linach ze stromej ściany o wysokości wieżowca. W nagrodę za to dostaliśmy jabłko i banana co było naszym jedynym posiłkiem. Na koniec pierwszego dnia czekał nas jeszcze ponad godziny szybki marsz z plecakami do miejsca obozu, gdzie rozpaliliśmy ognisko. Rozbiliśmy namioty, a na kolacje musieliśmy sobie rękoma wyłowić ryby z małego zbiornika, zabić je i wypatroszyć. Następnie pozostało już tylko upiec ryby na ognisku. Po takiej kolacji i nocy przy -5st. w namiocie, czekał nas rano kilku godzinny marsz po górach i wejście na ponad 2000m w deszczu i zimnie. Kolejną noc spędziliśmy w schronisku, ale na podłodze i w śpiworach. Po takich dwóch dniach, dla kontrastu dwa dni spędziliśmy w jednym z najdroższych hoteli w Europie, gdzie min. zatrzymywał się prezydent Rosji, Królowa Anglii i tym podobne osobistości.

Ogólnie z pierwszego spotkania z nowa ekipą jestem bardzo zadowolony. Atmosfera pomiędzy zawodnikami oraz zawodnikami i dyrekcją jest super. Już nie mogę się doczekać nowego sezonu.

10 listopada 2006 r.
Witam.

Powoli mija czas odpoczynku i trzeba się zabrać no codziennych treningów. Na początku planuje większa uwagę poświecić treningom ogólno rozwojowym takim jak basen, sauna, sala czy siłownia, oczywiście jeśli tylko pogoda pozwoli będę też wyjeżdżał na rower. Co do mojej nowej grupy to mogę powiedzieć że pierwsze spotkanie z nowymi kolegami, całym kierownictwem i obsługą wybieram się już na początku grudnia.

Pozdrawiam